Ludzie którzy mnie inspirują

Idę zatłoczoną ulicą, nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, śpieszę się, skupiam tylko na tym by jak najszybciej dotrzeć do celu. Jednak w okolicach metra zawsze się zatrzymuje, zwalniam chociaż trochę i rzucam pojedyncze, czasem przeciągnięte spojrzenia. Uwielbiam to, gdy w centrum wysypują się w jednej chwili tłumy, jak z jakiegoś pudełka. Każdy tak bardzo kolorowy, każdy inny, indywidualny, wpadający w przeciętność jednak skupiający na sobie wzrok. Bo oczy jakieś zamglone, bo ubrania kolorowe, bo rozmowy ciekawe.

Gdy pierwszy raz po przeprowadzce, poszłam do księgarni, rzuciła mi się w oczy książka Humans of New York. Prosta budowa, proste założenie, zapoczątkowana przez zwykły album na fejsbuku. Może nawet słyszeliście - autor zamieszkał w Nowym  Jorku i zaczął robić tam zdjęcia przypadkowym przechodniom. Małym, dużym, różnej płci, koloru skóry. Czasem dopisana jest krótka historia, czasem luźna myśl, czasem samo zdjęcie.
Wracałam do niej bardzo często. Znalazłam też cały blog, na którym oparta jest książka. Poza tym, czytałam fragmentami po raz kolejny Doriana Graya:
Krytykiem jest ten, kto swe własne wrażenia piękna umie w odmiennej wyrazić formie, nowy im nadać kształt. Zarówno najwyższa, jak najniższa forma krytyki jest pewnego rodzaju autobiografią.
źródło

Widzę tu tyle zdjęć, tyle historii. Czasem jak na instagramie. Chociaż może trochę bardziej ludzkie i różnorodne to wszystko. Starsza pani nie musi być nawet ubrana z klasą, by stać się moją inspiracją, wystarczy że widzę jej wzrok i lekki uśmiech. Bym nie zobaczyła czegoś, co sama chciałabym mieć. Tal samo jednak dziecko, bezdomny, nastolatek, dojrzały mężczyzna, który chodzi na boso. One zostają mi w głowie. Zmuszają do refleksji, czasem do uśmiechu.

Oswajam tych ludzi. Naprawdę. Myślę sobie o nich często, chociaż jeszcze wszystkich nie znam. W mojej głowie niektóre osobowości są już naprawdę ukształtowane. Umiałabym napisać o nich krótkie opowiadania, czasem gdy mam problem, myślę jak oni by się zachowali. Co wydaje się trochę zgubne, zamknięte w nie wiadomo czy prawidłowym kręgu. Ale myślę tak i już.

To jest album. Zwykłe zdjęcia. Bardzo dobre zdjęcia. Jednak dawno żadna książka nie miała na mnie takiego wpływu. Nie nauczyła aż tak operować maskami. Uwypuklać te moje cechy, które chcę, żeby były zauważone.

Tylko zawsze z tyłu zostaje pytanie, czy to dobra umiejętność i czy dobrze wykorzystana.

"Humans of New York" S.Brandon, wyd.Macmillan Usa

Co czytam i oglądam w styczniu.

Nie wiem za bardzo jak bym miała napisać tekst o tym,  że wracam, że chce pisać, nie wiem też do końca, co chciałabym w nim zawrzeć. Jak znajdę te słowa w głowie, to coś się pojawi. Na razie będzie o tym co sobie porabiam na tym pięknym świecie. Szczególnie jeśli chodzi o książki.

Rok zakończyłam całą trylogią Niezgodnej, co trochę mnie zdziwiło,bo byłam trochę zrażona, po Igrzyskach, do tego wywołanego całego szumu wokół niej i tysięcy porównań, dlatego dopiero kilka lat później czytam and here I come. Uwielbiam, zbieram się do podsumowania tego maratonu i wszystkich uczuć, chociaż swoje już wypiszczałam.

Jeszcze przed świętami jednak kupiłam sobie prezent od siebie dla siebie, czyli "Małe życie", o którym wcześniej nic nie słyszałam, jednak miało być o artystach i Nowym Jorku i architektach i pogubieniu, a mnie w książkach ostatnio tak bardzo pociągają dekadenckie postawy w naszym pełnym samorealizacji świecie. A ostatnio wszyscy mówią, że dobre bardzo. Tylko trochę boli, jak się czyta, więc czytam powolutku.

"Wiadomość" Tove Jansson, bo niektórzy ukochani autorzy nie zmieniają, więc nadrabiam dalej braki, poznaje kolejne. Na pierwszy rzut oka - bardzo skandynawsko, chłodno, trafnie i zwięźle. Ale z humorem wbrew pozorom.O ludziach.

"Miasto cudów" Eduardo Mendoza, czyli podobnież hiszpańska historia Nikodema Dyzmy, chociaż bardziej liczę na rozbudowane opisy samej Barcelony. Coś nudna zaczynam się robić widzę.

Do metra, pociągów i autobusów mam "Serdeczną krew", co zabawne, bo jako czternastolatka pisałam o ich książkach, gdy zaczynałam bloga. Fajne kryminały, a ja cierpię na ich brak, więc jakby ktoś czytał coś dobrego,to chętnie zostanę zainspirowana!

Poza tym wyszłam z kina  ostatnio w połowie najnowszego filmu Jarmusha, chociaż zły nie jest, zaczęłam oglądać Westworld, nie dokończyłam Stranger things i staram się wygospodarować czas na Twin Peaks. A gdy się patrzy tak na te tytuły, to chłodno zrobiło się i mrocznie. Jednak chyba tylko chwilowo. Bo w planach mam też tekst o Batmanie i Marvelu. A dziś słuchałam High School Musical. I w sumie to miło tak sobie pisać po raz kolejny od wieków, uważając, by wyszło tak jak ty chcesz, dla treści, nie tylko samego pisania, więc:

Dzień dobry!

po trzech latach (sic!) nie prowadzenia bloga trochę zmieniła się strona techniczna, i boleśnie się o tym przekonuje. kraina ma już disqusa, chociaż nie działa on tak jakbym chciała, jednak myślę, że w przeciągu miesiąca powstanie cały nowy design bloga. na razie jednak będzie tak prosto jak było przez ostatnie trzy lata. niektóre daty są też pozmieniane, ostatni wydaje się post rocznicowy, wbrew pozorom są gdzieś dalej też te późniejsze. będę nad tym pracować

przy okazji nie mogę nie wspomnieć o ludziach, którzy tutaj przez cały czas zaglądali, niektórzy nawet komentowali. chciałabym Wam wszystkim z całego serca podziękować. Za każdym razem, gdy czytam coś na innych blogach czy oglądam vlogi zapominam jak dużo radości daje każdy, nawet najkrótszy i powtarzający się komentarz. NAPRAWDĘ. pewnie gdyby nie Sylwia, która skomentowała wczoraj jakiegoś starego posta, ten dzisiejszy tekst, nie ukazałby się tak szybko. I od tego chyba w ogóle powinnam zacząć. dziękuję