Wracam do wspomnień... "Ida sierpniowa" M.Musierowicz

Wakacje. Czas słońca i beztroski. Phi! Szczególnie słońca. Środek sierpnia, a za oknem leje. Pada i pada… Zwariować można. Gdyby jeszcze było się w domu. A tu środek jakiejś dziczy, pod namiotem, z mokrym śpiworem, wilgotnymi dżinsami, katarem i resztą zwariowanej rodziny, uważającej takie warunki za wprost cudowne!

Tak w skrócie można by określić położenie Idusi Borejko na dzień 1 sierpnia 1979. Nie za różowo. Dlatego też zrozumiała jest chęć działania. Nasza piętnastolatka biedna, wymęczona łonem natury postanawia wrócić do Poznania, do domu, do wanny z gorącą wodą. Jednak jak skwapliwie potwierdzi większość starszych Czytelników, w czasach PRLu nie przelewało się. A przypływu gotówki to już na pewno nie miała nasza bohaterka, dlatego jedyne na co jej starczyło, to marny PKS, który dowiózł ją do domu oraz bułka, topiony serek i ogórek kiszony. Z tego wyżyć się nie da... Dlatego zostaje jedno - praca. Oczywiście wszelkiego rodzaju oferty typu zatrudnię pomoc domową odpadają, bo Idusia ma problem ze sprzątnięciem po samej sobie. Korepetycje też raczej nie wchodzą w grę. Za to dama do towarzystwa brzmi już całkowicie inaczej, zdecydowanie bardziej kusząco. A jeśli dodatkowo ta praca oddalona jest o ledwie kilka kroków od kamienicy przy Roosvelta 5, którą państwo Borejkowie zamieszkują, to jest to wręcz zrządzenie Losu...

Tak zaczyna się jedna z moich ulubionych historii, tak zaczyna się jedna z historii, która bawi już od trzydziestu lat wiele nastolatków i cały czas nie traci na wartości. Ida sierpniowa, bo to o niej mowa, towarzyszy nieprzerwanie wszystkim fanom pani Musierowicz. To w niej mamy opisy koła zamachowego, jedzenia posiłków a la Paulinka i zielonego psa. Na te słowa wierny Czytelnik uśmiechnie się zalany wspomnieniami i zaraz pobiegnie do półki, przypomnieć sobie losy ryżej nastolatki.Ci, którzy nie czytali, nie mają wyjścia, zostają ze mną.

Siądźcie więc spokojnie w fotelu i Posłuchajcie...

Pierwsze wrażenie, które towarzyszyło mi podczas czytania, to był strach. Wiem, Ida sierpniowa, nie ma w sobie nic z horrorów czy kryminałów, które aktualnie połykam, jednak dobre pięć lat temu ja po prostu drżałam. Drżałam, gdy Tajemnicza Osoba z pokoju nie chciała wyjść, gdy okazało się, że pan Rochester trzyma zwariowaną żonę na poddaszu... Siedziałam skulona pod kołdrą i czytałam, co będzie dalej...Dlatego chyba, kilka lat później dziwiłam się, dlaczego krytycy widzą w książkach pani Musierowicz to ciepło i spokój, a dawki adrenaliny, jakiej mi wtedy dostarczyła - już nie.

Z drugiej strony - byłabym niesprawiedliwa, gdybym powiedziała, że nie ma tam ciepła. Jest, jest. Zalewa nas hektolitrami podczas niezwykle plastycznych opisów, szczególnie w obecności Mamy. Jednak spokoju próżno tam szukać. O ile pani Mila jest jego gwarancją, to zwariowana tytułowa bohaterka jest jego przeciwieństwem i największym wrogiem. Daleko jej do spokojnych dziewoi typu Mary Bennet. Dlatego, nie dość, że ze swym porywczym charatkerkiem pakuje się w kłopoty, to jeszcze (jakżeby inaczej) zakochuje się na śmierć i życie.

Fabuła iście pensjonarska. Mamy nastolatkę krwi i kości, miłość... Jednak jak to bywa w tego typu powieściach - najważniejsze jest wykonanie. Do wykonania pani Musierowicz chyba nikt przyczepić się nie może. Duża dawka humoru (list Lisieckich), nieprzeciętna nastolatka z silną osobowością i charakterkiem ( bo wiadomo, rudy to nie kolor włosów, to charakter...), ciekawa fabuła (praca u pana P...), rodzinny klimat (u Borejków mogłoby być inaczej?) i to co tam wszechobecne, czyli... książki.

Jak niektórym wiadomo, a innym jeszcze nie. Mieszkanko przy Roosvelta 5 jest wręcz wypchane książkami. Ojciec - bibliofil nawet w tak ciężkich czasach woli kupić książkę niż czekoladę dla córek. Dlatego cztery panienki dorastają w oparach cytatów łacińskich, Wergiliusza, Seneki, ale również Jane Eyre czy Jane Austen. Tworzy to niepowtarzalny klimat, unoszący się nie tylko nad Idą sierpniową, ale i całą Jeżycjadą.

Teraz powinnam zacząć pisać o wadach, o stylu, o kreacji bohaterów (świetna!!! a Ida znakomicie przerysowana, jak porządna nastolatka wpadająca z rozpaczy w euforię), jednak nie chciałabym, żeby ta książka przez moje słowa zgubiła swój blask, tak jak gubią go wiersze interpretowane w klasie... Dlatego sami musicie zaryzykować. Pomyślcie tylko: ta książka bawiła, była światełkiem w szaro-burym PRLu. Lekko opowiadała o wartościach, nie była szablonowa, nie starała się spłycić bohaterów (czy tylko mi się wydaje, że wiele "młodzieżówek" XXI wieku właśnie tym się szczyci i właśnie to notorycznie w nich spotykamy?) i do dziś jest wznawiana. Dlaczego nie mielibyśmy dać jej szansy?

Dla mnie Idusia zostanie zawsze jedną z ulubionych książek - tych przy których bez względu na to, który raz je czytasz - wybuchniesz śmiechem, takich do których będzie można zawsze wrócić, by poszukać odpowiedzi, takich, które dobre są na wszystko.

"Ida sierpniowa" M. Musierowicz, Nasza Księgarnia, 1981

43 komentarze:

  1. Jeżycjada!
    Kurczę, przeczytałam je wszystkie (prawie? Te ostatnie to nawet nie wiem...), a Idusi jakoś nie pamiętam. Dziwne, bo Jeżycjadę połykałam, pochłaniałam i tym podobne. :D
    Muszę sobie przypomnieć, no muszę i już!

    A tak swoją drogą: baardzo podoba mi się Twoja recenzja. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informacja ostatnich dni: wiesz, że w następnym tygodniu nowy tom? Cudowna "McDusia" będzie w księgarniach. Mery ma fazę i wszystkim o tym opowiada i cieszy się jak szalona. Cztery lata czekania...
      A co do Idusi, przypominaj sobie. Ja np. padłam już przy telegrafie jaki kochany rudzielec wysłał do rodziców;)

      A tak swoją drogą: dziękuuuuję bardzo. I bardzo mi miło, bo tego się najbardziej boję: pisać o książkach, które taaaak lubię.

      Usuń
    2. Nie porównuj klasycznej IS do tego dziadostwa, które MM wydaj teraz, litości.

      Usuń
  2. Ida sierpniowa już niedługo pojawi się i na mojej półeczce książek do przeczytania w październiku lub listopadzie, gdyż postawiłam sobie za cel przypomnienie całej Jeżycjady :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Catalinko, to mam nadzieję, że to będzie miły powrót:) Mi wracało się bardzo miło (jak zwykle...)

      Usuń
  3. Całą Jeżycjadę dokładnie pamiętam. To niesamowite książki, przenoszą w czasoprzestrzeni, dzięki nim można poczuć się jak jeden z członków rodziny Borejków:) Dla mnie najlepsze były "Opium w rosole" i "Kwiat Kalafiora". Ale "Idę sierpniową" także dobrze wspominam, tak jak czas kiedy ją czytałam - był deszczowy koniec wakacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie:)
      Też uwielbiam (chyba najbardziej) "Opium w rosole". I "Szóstą klepkę" z Żaczkiem i Bobciem:) Zresztą każdy z tomów ma mały kącik w moim sercu.

      Usuń
  4. "Ida sierpniowa" to jedna z moich ulubionych jeżycjadowych książek. :) Ostatnio czytałam ją będąc już na studiach. Przypominałam sobie wtedy całą Jeżycjadę - musiałam się zapisać do dziecięco-młodzieżowego działu jednej z bibliotek. Mina pani bibliotekarki- bezcenna. :D Nie tak dawno przywiozłam sobie od rodziców własny egzemplarz "Szóstej klepki" z planem jej ponownego przeczytania (tę część czytałam niezliczoną ilość razy i jest to jedyna książka z tej serii, którą posiadam na własność). "Idę sierpniową" też bym sobie chętnie znów przeczytała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do Jeżycjady wracam baaardzo często. Miejscami po prostu znam ją na pamięć. Gdy muszę się uspokoić - też Jeżycjada. Czasami to wręcz jakaś mania...
      Elvisko, jeśli będziesz miała tylko okazję i fundusze, kup sobie tę książkę. Całkowicie inaczej się do niej podchodzi i o wiele częściej się do niej wraca. A jak miło jest sobie ją przypominać...

      Usuń
  5. Czytałam i bardzo mile wspominam tę książkę, jak zresztą niemal wszystkie dzieła Musierowicz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Nie wiele jest osób, które wspominają je źle. I na szczęście.

      Usuń
  6. Jeżycjada jest świetna...jednak moją ulubioną częścią cyklu zdecydowanie jest "Szósta klepka";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi trudno jest wybrać tę jedną jedyną, lecz chyba też najbardziej lubię "Szóstą klepkę" i "Opium w rosole". Zresztą "Kwiat kalafiora" też... I "Dziecko piątku"... Mogę tak wymieniać trochę...;)

      Usuń
  7. Książki Musierowicz znam :) Kto ich nie zna!? Jednak "Idy sierpniowej" do tej pory nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja chyba wezmę wszelakie książki, typu "Ida sierpniowa" czy "Dzieci z Bullerbyn" popakuję i wyślę do Ciebie, a Ty siądziesz i będziesz nadrabiać zaległości;)

      Usuń
  8. Ida to była pierwsza książka Musierowicz, jaką przeczytałam, i sentyment zostanie mi do końca życia. Ach, co to były za klimaty...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam podobnie z "Opium w rosole". Ech, dokładnie pamiętam. Siedziałam w starym domu Babci, na jednym z fotelów w salonie i czytałam o Gieniusi. Powieść drukowana była w "Płomyku" i moja Mama nie zebrała chyba całej, bo doszłam mniej więcej do środka i się skończyło...Strasznie byłam rozczarowana, a następnego dnia poleciałam do biblioteki, by dowiedzieć się jak skończy się historia małej Aurelii.

      Usuń
  9. Uwielbiam Jeżycjadę, ten tom jest jednym z moich ulubionych. :) I nie mogę się już doczekać McDusi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też:) Do 3 już niedaleko...:)

      Usuń
  10. Trzy razy podchodziłam do przeczytania całej Jeżycjady i jeszcze mi się to nie udało. Zawsze coś mi przeszkadzało, a to obowiązki szkolne, a to brak książek w bibliotece (jak ja to kocham) i dotarłam chyba do ,,Brulionu Bebe B.". Ale i tak kiedyś poznam losy wszystkich bohaterów, bo uwielbiam książki Musierowicz. Gdzieś ostatnio czytałam, że zbliża się premiera ,,McDusi" - genialny tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, nadrabiaj to jak najszybciej. Chociaż, jak twierdzą niektórzy, nowszym tomom daleko do tych początkowych. Jednak, jeśli jesteś dopiero na "Brulionie" to masz jeszcze wiele pięknych historii przed sobą (a ja te nowsze tomy też lubię. Niektóre nawet bardzo:))
      Co do "McDusi" to już niedługo... Już 3 października.:)

      Usuń
    2. Tak się właśnie zastanawiałam, jakie są te nowe tomy, gdzie nie ma klimatu dawnej Polski. Uwielbiam to w tych książkach i aż jestem ciekawa, jak bardzo różnią się od siebie... 3 października, dzień po urodzinach mojej mamy, 4 dni przed moimi ;D Idealna data na premierę.

      Usuń
    3. A dzień przed Twoimi urodzinami jeszcze spotkanie autorskie w Łodzi z MM:) Nie można sobie lepiej wymarzyć.
      W nowszych częściach tego klimatu PRLu brakuje - nawet bardzo, jednak mamy inny, dla mnie klimat mojego dzieciństwa. Wszyscy mają komórki itd, ale to i tak nie gubi atmosfery domu Borejków:)

      Usuń
  11. Za dzieciaka przeczytałam cała Jeżycjadę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Posiadam tę książkę, ale jakoś nigdy nie miałam okazji(a może raczej ochoty) aby po nią sięgnąć. Jednak skoro tak chwalisz książki pani Musierowicz to powinnam ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie, Ciebie to nic, tylko namawiać i namawiać... No bierz się za nią, bo mi ręce opadną (przecież już rok temu mówiłam, żebyś czytała... Mówiłam, prawda?:))

      Usuń
  13. Kiedyś muszę wrócić do Jeżycjady. Świetne książki. No i znając Poznań jakoś tak łatwiej mi się "wczuć" w bohatera. Ja chyba mimo wszystko wolę "Kwiat kalafiora". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam chyba do Ciebie kiedyś będę musiała się wybrać... Do tego cudownego Poznania...

      Usuń
  14. Uwielbiam Jeżycjadę i czekam jak szalona na "McDusię", bo nie wyrosłam z książek pani Musierowicz, zdecydowanie NIE:) Mam wszystkie powieści i jestem bardzo ciekawa, jak będzie je czytała moja dziewięcioletnia córka, gdy już do nich dorośnie; to jednak nieco inne pokolenie, ale może się mylę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też niby jestem inne pokolenie, ale mimo wszystko takie książki się "czuje":)) I też wyglądam "McDusi" i namawiam usilnie rodziców na wyjazd na spotkanie autorskie z MM:))

      Usuń
  15. Ida była moją ulubioną córką Borejków :) Jeżycjada to zdecydowanie seria, z której się nie wyrasta, kocham te książki tak samo jak dziesięć lat temu gdy je czytałam pierwszy raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba wolałam Natalię...:) Zresztą wszystkie cztery lubiłam...
      A z całą resztą zgadzam się, oczywiście. Jak mogłabym się nie zgodzić?:)

      Usuń
  16. Czytam dalej i na nowo. Nie potrafię wybrać ulubionej. Zawsze do nich wracam i chyba zawsze tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))))))) (uśmiech pełen aprobaty jak stąd do Księżyca i z powrotem)

      Usuń
  17. jestem wielką fanką Jeżycjady i już, nic mnie do niej nie zniechęci, a już na pewno nie do wcześniejszych części. To jest cześć mojego i mojej córki życia, smutno mi, kiedy teraz polecam to nastolatkom w bibliotece i nie chcą tego czytać. Tylko wampiry i wampiry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, usiłuję pocieszać - jak widać, nie wszyscy nastolatkowie są tak nastawieni do literatury "nie-wampirzej". Ale niestety, trzeba Ci przyznać rację. Teraz albo moich rówieśników ciągnie do zjawisk paranormalnych z masą "miłości", albo tam gdzie w domu wszystkim jest źle, biją się i rozwodzą...

      Usuń
  18. Kocham, kocham, kooocham! Uwielbiam zarówno Jeżycjadę jak i samą Idę! :D Właśnie planuję odświeżyć sobie całą serię. Największą słabość mam chyba do 'Tygrys i Róża' ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ida jest świetna:D Nawet jako czterdziestoletnia pani doktor:)
      "Tygrysa i Różę" też lubię, chociaż jak pisałam, największy sentyment mam do "Opium w rosole" i "Szóstej klepki". Ale Laura niczego sobie. A jak spotkała Adammmma... No no. Nie myślałam, że Tygrysek jest skłonny do takich zachowań;)

      Usuń
  19. Dopiero od niedawna zaczęłam czytać "Jeżycjadę", ale już ją kocham :) Mam za sobą dopiero pierwszą część, ale w najbliższym czasie przeczytam drugą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mam nadzieję, że dalsze części też przypadną Ci do gustu. Są tego warte;)

      Usuń