"Gdański depozyt" P.Schmandt


Tytuł: Gdański depozyt
Autor: Piotr Schmandt
Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 310


Książka jak kawa. Z mlekiem, pianką i łyżeczką cukru. Pachnie równie wyśmienicie jak wygląda. Aromatycznie, intensywnie. Jeden łyk, zamknięte oczy i…

Na piaskowym, pożółkłym ze starości papierze pas Wisły. Żuraw po lewej, w tle wysmakowane kamieniczki i przechodnie, każdy spieszący w swoją stronę. Wśród nich niepozorna postać kobiety. Ubrana skromnie, a jednocześnie troszkę wyzywająco. Szara spódnica spływa luźno odsłaniając zgrabne nogi damy podążającej w tylko sobie znanym kierunku. Wpierw prosto, lecz gdzieś w okolicach starego kościółka gwałtownie skręca w lewo i niknie w czeluściach mrocznych kamieniczek. Lecz to nie na niej skupia się historia. Pani Stasia (bo tak owa dama ma na imię) to tylko punkt poboczny, drugoplanowa postać jednej z  historii jakie kryje w sobie przedwojenny Gdańsk. Tu gdzie przed rokiem 1939 mieszkały obok siebie dwa narody: polski i niemiecki, gdzie prócz tego można było spotkać Holendrów, Żydów, Rosjan rozegrała się historia niebywała, jakby wyjęta z dobrego kryminału. To tu właśnie trzej na pozór nie mający ze sobą panowie dostali list z którego wynikało, że nadawca doskonale wie, gdzie, znajduje się wielki  skarb, depozyt.  Jednak interesują się nim również wywiady innych krajów oraz osoby trzecie. Pozostaje więc tylko pytanie, komu on przypadnie w udziale?

Myślę, że mi. Bo to ja wciągnęłam się w tę historię, przeżywałam ją, śledziłam z zapartym tchem. I ja dostałam to co chciałam, czyli dobrą lekturę.  

Niesamowity klimat, jaki ma ta książka wciąga od pierwszych stron. Gdańsk, jednocześnie z tak odległych czasów i z powiewem współczesności. Bohaterowie ze swoimi przywarami i zaletami. Niewyjaśnione tajemnice z czasów okupowanej Polski. Wszystko składa się na niezapomnianą historię o smaku kawy.
Piotr Schmandt jako bibliofil interesujący się historią średniowiecza i XX wieku dał upust jednemu ze swoich hobby. Dzięki temu powstała książka. Jednak autor nie ogranicza swoich myśli tylko do wyżej wymienionych historii i książek. Nieobce mu są podróże samochodowe, piłka nożna, polityka, historia zegarmistrzostwo i kuchnia krajów byłej monarchii austro - węgierskiej. Z wykształcenia polonista i teolog. 

Może przez tę pasję do historii XX książka wydaje się ciekawsza? Ona po prostu oddycha tym klimatem ubiegłego wieku, jednocześnie wtrącając powiew współczesności. Choć, nie, to nie jest współczesność. Raczej to co my teraz nazywamy współczesnością znane jest od wieków. Ludzie po prostu nigdy się nie zmieniają.

Bohaterowie jak przystało na kryminał nie wyróżniają się jakimiś osobliwymi cechami. Jak większość twórców tego gatunku autor nie ma zamiaru zagłębiać się w specyfikę charakterów poszczególnych postaci.  Pokazuje to co jest potrzebne do uzupełnienia  akcji. Jednak wcale nie przeszkadza to czytelnikowi, który raczej jest zainteresowany co przyniesie bohaterom los.

Mimo wielu wyżej wymienionych atutów, prócz klimatu „Gdański depozyt” nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym. Mi przypadł do gustu, czytało się szybko, przyjemnie. Jednak teraz pozostaje pytanie, czy wy, lubicie taką kawę jak ja?

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Oficynka
Baza recenzji Syndykatu ZwB

Stos na mikołajki

Nie wiem, tylko ja tracę orientację w dniach tygodnia? Mam nadzieję, że nie...
A więc z racji tego, że wg mnie dziś jest niedziela postanowiłam pochwalić się z Wami tym co przyniósł do mnie pewien Pan w czerwonym płaszczu. A trochę przyniósł... W tym roku (o dziwo) przeważały prezenty typu: inne, a więc perfumy (jakimś cudem dostaję je co roku), ubrania, słodycze, biżuteria itp. Jednak książek mi również nie poskąpił. Szczególnie, że korzystał z promocji Znaku.



Od góry:
"Zima lwów" J.C.Wagner - Mam, mam! Od pani Zofii z wydawnictwa Akcent, która postarała się nawet, by ten przemiły prezent (uwielbiam tego autora!) dotarł jeszcze przed Świętami.
"Chciwość jest dobra" - od pani Zuzanny z wydawnictwa Nowy Świat.
"Kafka nad morzem" - to już Mikołaj. Nie wiem jak to się dzieje, mam trzy książki Murakamiego, a jeszcze żadnej nie czytałam. Ta jest efektem dokładnego oglądania przez ciocię mojej biblioteczki i podstępnej rozmowy o ulubionych autorach (i moich i jej:p)
"Ostatnie fado" - Mikołaj rodzinny, korzystał przy mojej pomocy z promocji Znaku.
"Błękitny chłopiec" - jw.
"Białe zęby" - jw.
"O pięknie" - jw.
Na zdjęciu nie załapał się album z cudownymi krajobrazami. Bardzo prawdopodobne, że ukaże się recenzja.
Dzisiejszy dzień więc również zapowiada się leniwie i jak najbardziej książkowo.Jak na razie króluje u mnie pan Wagner, jednak zrobiłam również miejsce dla "Wichrowych wzgórz" i "Dumy i uprzedzenia" (Austen w wersji filmowej)
Poza tym, szykuję się do zakupów w Naszej Księgarni. Jakie ja tam cuda znalazłam!
Kochani, chciałabym Wam wszystkim podziękować za przemiłe życzenia, e-kartki, których tak dużo dostałam. Niestety prawie na żadne nie zdążyłam odpowiedzieć. Najpierw porządki, potem goście, a ja głupia, myślałam, że wszystko załatwię w Wigilię. 
Dlatego przesyłam Wam (dopiero teraz) ciepły (choć elektroniczny) uścisk i jeszcze raz dziękuję:*

Poza tym, tak na koniec, jakie jest najlepsze tłumaczenie "Alicji w Krainie Czarów"? Chciałabym kupić tę książkę, jednak nie chcę się nabrać na kiepski przekład. Więc kto, Słomczyński?

Wesołych Świąt!

Kochani,
z okazji nadchodzących Świąt chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego. Zarówno tego książkowego jak i zwyczajnie życiowego, czyli cudownych dni spędzonych w gronie najbliższych i pełnego sukcesów nowego 2012 roku.
Mam nadzieję, że pod choinką znajdziecie wymarzone prezenty, a ten tydzień będzie spokojny i pełen ciepła.
Ściskam Wszystkich świątecznie,
Mery

"Niewyznane grzechy siostry Juany" K. Galvan


Tytuł: Niewyznane grzechy siostry Juany
Autor: Kyra Galvan
Wydawnictwo: Mała Kurka
Ilośc stron: 240


Siostra Juana Ines de la Cruz – zakonnica, poetka, pisarka, malarka, kompozytorka. Studiowała medycynę, gramatykę i retorykę, anatomię. I to nie współcześnie, a w XVII wieku! Kobieta!
Nic więc dziwnego, że jest dla Meksykanów autorytetem, powodem dumy narodowej.

Aż dziw za to, że ktoś ośmiela się podnieść na ten nieskazitelny wizerunek własne pióro. Jednak Kyra Galvan się odważyła. Postanowiła zmierzyć się z legendą i pokazać, że nawet, albo raczej szczególnie takie osoby nie czuły tylko litości do osób ubogich, ale miały własne ambicje, namiętności. Czasem nawet zakazane…
Poprzez dzienniki siostrzenicy tytułowej bohaterki autorka wprowadza nas do XVII-wiecznego Meksyku, gdzie króluje kościół, panuje bieda, a kobiety pozbawione są większości praw. Juana porzucona przez matkę mieszka u wuja, potem pewnym splotem okoliczności znajduje się na dworze samego  wicekróla. Jej błogosławieństwem, a jednocześnie przekleństwem jest magnetyzm, inteligencja silnie przyciągająca mężczyzn. Zresztą nie tylko ich, mnie również.

„Wszystko jest tylko odbiciem, pamiętaj o tym, wszystko co oglądamy jak w lustrze, odwrócone.”

W tym cytacie widać to oblicze siostry Juany, które zapewne autorka chciała nam pokazać. To, że nie zawsze osoba, którą postrzegamy za idealną nie musi być tylko automatem do liczenia, wzorem cnót. Że każdy ma prawo do własnego ja i o to właśnie trzeba walczyć. Nawet jeśli wszystko jest przeciwko tobie. Niestety od wieków ludzie zakładają maski, udając kogoś kim nie są. To właśnie te maski pokazują kłamców.

Jednak ciekawie zaczynającą się historię przerywa pewien zgrzyt. Jest nim mianowicie Laura Ulloa. Meksykańska studentka, która to właśnie odkrywa dzienniki siostrzenicy Juany i to z jej perspektywy widzimy wydarzenia. Jakby tego było mało autorka posuwa się krok dalej, wplata historię Laury między historię Juany, sprawia, że dzienniki nabierają wagi państwowej, a książka momentami przypomina kiepski romans, innymi całkiem sensowny kryminał, a czasem nawet owianą tajemnicą historię.

Jednego nie można odmówić pani Galvan, a mianowicie znakomitego pióra. Historię się wprost połyka, nawet mimo drobnych niedociągnięć. Czytelnik wciąga się i nie może oderwać. Nie wiem, czy gdybym miała tylko i wyłącznie „do dyspozycji” historię Juany byłabym aż tak zainteresowana. Laura mimo niedociągnięć dodaje jej lekkości, świeżości.

„Niewyznane grzechy…” z jednej strony pokazują nam oblicze XVII-wiecznego Meksyku ze swoimi przeciwnościami oraz przesłanie, które oddają uczucia, wiarę we własne siły, własną moc, a z drugiej niedopracowaną, jednocześnie lekką historię współczesną.

Tak jak siostra Juana, tak ta książka miała jakiś magnetyzm, który przypadł mi do gustu. Jednocześnie powieść pani Calvan nie jest literaturą najwyższych lotów. Nie zmusza nas do myślenia, nie daje wielu powodów do wyciągnięcia wniosków. Ot, całkiem ciekawa historia, która w jakimś stopniu otworzyła mi oczy na kulturę meksykańską, szczególnie tę z XVII wieku i pozwoliła się odprężyć.

Ocena:6/10 

Za możliwość przeczytania oraz udostępnienie materiałów serdecznie dziękuje wydawnictwu Mała Kurka

Dajmy kawałek siebie na Święta.


Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam robić prezenty. Wyobrażenie sobie szczęścia na obliczu osoby obdarowanej jest największą nagrodą. Dlatego z przyjemnością dołączam się do akcji organizowanej przez portal Sztukater i gorąco zachęcam Was do tego samego.



„Pamiętacie Bajkę O Dziewczynce Z Zapałkami? Te Święta Dla Wielu Nie Muszą się tak Skończyć!”


Pomimo, iż Unia Europejska jest jednym z najbogatszych rejonów na świecie, to 17% Europejczyków ma tak ograniczone dochody, że nie może zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych.
„Wykluczenie społeczne”
, podobnie jak „społeczeństwo obywatelskie”, jest obecnie najpopularniejszym i najczęściej używanym terminem w sferze działalności organizacji pozarządowych, socjologii, polityki społecznej. Wykluczenie jest odmieniane przez wszystkie przypadki, na walkę z nim wydawane są miliony złotych (w skali świata miliardy dolarów)
tymczasem nic się nie zmienia, wręcz przeciwnie, osób wykluczonych jest coraz więcej i to nie tylko w Polsce, ale na całym globie.” * (Marcin Janasiak)

Podzielmy się tym co mamy, wiedzą zapisaną w książkach, mamy ich tak wiele… I z wielu już dawno wyrośliśmy… Podzielmy się wiedzą i szczęściem, które nam te twory przyniosły, nie bądźmy obojętni… Podarujmy w te święta książkę ukochanym, bliskim, podzielmy się Naszym szczęściem z obcymi, którzy go jeszcze nie zaznali…

W przedświątecznych okolicznościach mikołajowych i gwiazdkowych Stowarzyszenie Sztukater ogłasza ogólnopolską zbiórkę książek oraz darowizn, które zostaną przekazane domom dziecka, placówkom oświatowym, hospicjom oraz organizacjom zajmującym się walką z wykluczeniem społecznym . Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych a w tym szczególnym okresie zdziałamy cuda…

Dzięki Waszej pomocy i przy Waszym wsparciu postanowiliśmy w te święta obdarować wiele placówek, których do tej pory  nie stać było na stworzenie obszernych miejsc kulturalnych zwanych księgozbiorem podręcznym. Miejsc w których dawne historie literackich bohaterów ożywają na nowo, miejsc w których rzeczywistość roztacza nowe horyzonty, miejsc, w których w te święta na wielu twarzach chociaż na chwile zagości uśmiech… Nie bądźmy obojętni wobec naszych bliźnich, podzielmy się również z nimi chwilami naszych literackich uniesień, kulturą i historią zapisaną w skarbnicach wiedzy, zwanych książkami…

Pamiętajcie o życzeniach świątecznych, do każdej paczki prosimy o dołączenie kartki świątecznej z odręcznie wypisanymi życzeniami (bez danych osobowych adresata, z dedykacją), która w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia zostanie przekazana osobom bezdomnym w schroniskach. Ten szczególny gest pozwoli im również poczuć magię świąt i chodź na chwilę stać się częścią Waszych rodzin… Wspomóżmy bliźnich słowem pisanym, życzmy Im spokojnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia…

Co zbieramy?
*Książki ( wszelkiego typu, każdej ilości i tematyki… nie muszą być nowe!)
*Pieniądze (Dzięki dobrowolnym wpłatom ufundujemy wyposażenie wnętrza, w którym będzie     znajdywał się księgozbiór, każda kwota się liczy!)
*wszelkiego typu artykuły biurowe (kredki, mazaki i co wam tylko przyjdzie do głowy!)
*oraz wszelkiego typu produkty (materiały), które wspomogą przeprowadzenie akcji

Ważne terminy:

Zbiórka darów trwa do 15 grudnia 2012!
Rozdysponowanie darów 16 grudnia 2012!
Oficjalne przekazanie darów 20 grudnia 2012!

Jak przekazać dary?
Wystarczy nadać paczkę z zawartością w środku na adres korespondencyjny poniżej.
Na stronie
http://sztukater.pl/inne.html na bieżąco będziemy informować o darach oraz ich ofiarodawcach!
Adres Korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
Z dopiskiem: „Święta z Książką”
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68


Jak przekazać wpłaty pieniężne?
Wystarczy przelew, każda kwota się liczy
Akcja: „Święta z Książką”
konto bankowe: Bank Zachodni WBK S.A.
89 1090 2398 0000 0001 1739 8244
tytułem: „Święta z Książką”

adres korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68
tel. 791566675
email:
info@sztukater.pl
www.sztukater.pl


Instytucje, firmy oraz wszelkiego typu organizacje, chcące przyłączyć się do Naszej proszone są o kontakt:

swieta@sztukater.pl
Koordynator Projektu:
Tomasz Szmich
Tel. 791566675
Adres Korespondencyjny:
Stowarzyszenie Sztukater
Tomasz Szmich
skr. pocz. Nr 6
50-950 Wrocław 68


Książkowa niedziela pod znakiem Świąt.


Dziś Niedziela Książkowa dziwnie spóźniona. Dlaczego? Zazwyczaj wstawałam grzecznie rano, coś jadłam i hop do komputera, gadać sobie o książkach, o tym co kupiłam, co zrobiłam, co przeczytałam.

Dziś miejsce"Gdańskiego depozytu" zajęły pierniczki (jeszcze nie polukrowane, lecz już cudownie pachnące), które wczoraj piekłam bite 6 godzin?! Nie no, może trochę mniej. W takcie zdążyłam prawie przypalić masę, potem dopuścić do tego by zastygła i musiałam gotować ją na nowo. Wszystko sprawiła pewna panna młoda.
Zakręcona ta kobieta nie miała butów do jutrzejszego ślubu, wlała miast słoiczka płynnego miodu, to słoiczek płynnego smalcu do piernika i miała burzę miedzianych loków na głowie. Wiecie o kogo chodzi?
Tak, Idusia. Jedna z bohaterek "Noelki" - najbardziej świątecznego tomu Jeżycjady.

A, że Mery panią Musierowicz lubi, książki jej również, to sobie ukradkiem ją czytała. I tak po raz kolejny pakowałam razem z Pyzą i Tygrysem prezenty, cichcem ucinałam welon, oglądałam szopkę, broniłam małych Cyganek, kolędowałam, od domu do domu, przemierzając kolejne kilometry w niepowtarzalnej atmosferze Świąt.

Po raz kolejny wsiąkałam w świat Borejków, podglądałam co tam podczytuje Ignacy Borejko (postać jak dla mnie fascynująca - czasem mam ochotę go zabić na miejscu, a czasem czuję taki podziw i sympatię w kierunku jego osoby...), spieszyłam się, by zdążyć przygotować Wigilię, przeżywałam szok z powodu nowej teściowej i planowałam jak uśmiercić Grzegorza Strybę (z powodów czysto osobistych).

"Noelka" jak i cała seria Jeżycjady wywołuje we mnie miłe wspomnienia, dodaje spokoju,  odstresowuje. Ja wiem, że większość z Was nie przepada za książkami MM, ale ja je uwielbiam. Czasem nawet znam na pamięć poszczególne fragmenty. Cóż, tak jest i trzeba się z tym po prostu pogodzić.

Oczywiście nie czytałam cały wieczór Noelki. Na blogu Lawendy znalazłam przepis na konfitury z pomarańczy i postanowiłam, że chętnie obdaruję nimi rodziców. Tak więc, gdy o jedenastej (w nocy) skończyłam pierniczki miałam zabrać się za konfitury. Skończyło się na tym, że w domu nie znalazłam cukru. Jak pech, to pech. Zabiorę się za nie dziś lub jutro.

Tak na koniec, piosenka która wczoraj bardzo poprawiła mi humor. Prawda, że się miło słucha?

"Utracone dzieciństwo" Y.Nir


Okrucieństwo tej wojny zniszczyło moje dzieciństwo, pozbawiając mnie radości i wzruszeń należytych dziecku. Nigdy tez nie uczestniczyłem w dziecięcych zabawach. Ich idea wydała mi się teraz tak obca, że nie mogła już dostarczyć żadnej radości.”*

Pamiętacie swoje dzieciństwo? Zabawy w chowanego, beztroskie lata, wycieczki, poszukiwanie skarbów, wielkie bale, niezliczone berki, klasy, czy jazda na rolkach? Teraz pomyślcie, że to wszystko jednym ruchem dłoni Wam ktoś niszczy.  Albo gorzej. Ktoś w ogóle nie daje Wam szansy na spróbowanie tej beztroski, zmusza o ciągłego napięcia, wyczekiwania, obawy o życie swoje i bliskich.

Lata 1939-1945 to okres tak ciężki, że Polakom cały czas trudno o nim mówić. Nikt z nas nie może zrozumieć co w tym czasie kierowało Hitlerem, czy wieloma innymi osobami. Przecież życie straciło wtedy tak wiele niewinnych osób, w tym malutkich dzieci…

Coraz więcej historii wychodzi teraz na światło dzienne, ludzie nie boja się mówić o swoich przejściach, wielu z nich decyduje się napisać autobiografię. Czasem mam wrażenie, że losy tych osób są do siebie łudząco podobne. Jednocześnie są one równie nieprawdopodobne co wiele książek fantasty.

W „Utraconym dzieciństwie” poznajemy chłopca, Żyda przed wojną mieszkającego we Lwowie. Jego rodzina pochodzi z tej wyższej sfery. Mają własne przestronne mieszkanie, służących. Jednak w kilka dni wszystko się zmienia. Ojciec zostaje rozstrzelany, a reszta rodziny musi uciekać. Chłopiec razem z matką i siostrą Lalą postanawia schronić się gdzieś w pobliżu Krakowa. Jednak po jakimś czasie zaczynają  wzbudzać podejrzenia miejscowej władzy i znów trójka bohaterów musi przenieść się gdzie indziej. I tak przez długie sześć lat, zmieniając miejsce zamieszkania, nazwiska, żyjąc w ciągłym stresie jednocześnie z nadzieją na lepsze jutro. Gdy wydaje się, że już wszystko już będzie dobrze, domek z kart rozpada się. I układanie zaczyna się od początku.

Książka nie ma nic wspólnego z „Dziewczynami wojennymi”, czy „Kamieniami na szaniec”.  Nie jest kolejna również epopeją o bohaterach, wielkich osobowościach. Jest za to opowieścią o dzieciństwie, które zostało utracone. Zniszczone przez brutalna historię.

Autor niczego nie udaje. Nie próbuje się upiększać, dodawać sobie chwały, a  hitlerowcom podłości. Pokazuje świat w tej okrutnej bezbarwności, bezmyślności, bez zaznaczania czegoś markerem. Chce po prostu  przekazać historię która zdarzyła się naprawdę i o której nie powinnyśmy nigdy zapomnieć.

Jest to również obraz dwóch narodów: polskiego i żydowskiego.  Pokazuje jak różne są oblicza ludzkie. Nie ma tu miejsca na stereotypy, niedociągnięcia. Liczy się to co jest, i to co powinniśmy wiedzieć.

Książka pisana jest w czasie teraźniejszym co niewątpliwie dodaje akcji dynamiki, napięcia, które sprawia, ze Czytelnik nie może się oderwać od lektury. W tym miejscu nie można odmówić  panu Yehuda  profesjonalizmu i talentu z jakim opisuje wydarzenia.

Czytając „Utracone dzieciństwo” miałam wrażenie, że książka nie jest niczym specjalnym. Ciekawym i wciągającym, lecz nie arcydziełem. Dopiero po odłożeniu jej uświadomiłam sobie jakim torem biegną moje myśli. Podświadomie oczekuję od książek napięcia, nerwowości, strachu, lub silnych wzruszeń, czy humoru. Ta pozycja wcale mi tego nie zapewniła. Pokazała za to wielce obiektywnie i jednocześnie sugestywnie życie w tamtych czasach, szczęście, którego cały czas nie umiem docenić, piękne wspomnienia, których będąc na miejscu chłopca mogłabym po prostu nie mieć.

Myślę, że najlepiej zachęcą Was słowa  księdza Adama Bonieckiego:
„Te wspomnienia żydowskiego dziecka to ważna lektura dla Polaków”
I niech tak pozostanie, a kto jeszcze z książką nie miał do czynienia, to serdecznie polecam.

*"Utracone dzieciństwo" str.220

"Utracone dzieciństwo", Yehuda Nir, wyd. Nowy Świat, ocena: 5/6
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Nowy Świat

"Mowa trawa" M.Rosłoń


Chyba każdy wie,  że jestem równie mocno co od książek uzależniona od kibicowania. Oglądam wszystko. Od sportów zimowych po lekkoatletykę. Oczywiście największym sentymentem darzę siatkówkę. Nie o niej jednak będzie dziś mowa, a o najpopularniejszym sporcie świata – futbolu.

Marcin Rosłoń, były zawodowy piłkarz pierwszoligowy, w 2006 roku z Legią Warszawa zdobył tytuł Mistrza Polski. Od 2000 roku związany z CANAL+ jako komentator sportowy. Jego domeną są ligi polska i angielska. Gospodarz programu 1 na 1, w którym rozmawia z postaciami polskiego futbolu, wybierając niekonwencjonalne miejsca spotkań i zadając niestandardowe pytania.*

Ten właśnie pan (do którego mam nota bene wielki szacunek i sympatię) otworzył nam, zwykłym śmiertelnikom, drzwi to szatni.  Tam panują całkowicie inne zasady niż byśmy się tego mogli spodziewać. Tam odprawiane są wszystkie rytuały. Tam każdy nawet niepozorny człowiek jest ważny. 

Książka pisana jest w formie typowego słownika, jednak sposób w jaki pan Marcin wyjaśnia nam poszczególne terminy diametralnie różni się od tego do którego przyzwyczaiły nas popularne encyklopedie. Jest o wiele lżejszy, zabawniejszy, bardziej zrozumiały, ciekawszy. Poza tym porusza interesujące zagadnienia. Co może znaczyć na przykład dwójka i czwórka? A kosa i bałwanek? Autor obrazowo nam wszystko opisuje wplatając w to porównania do różnych piłkarzy, własnych wspomnień.

Te porównania wpływały przyznam bardzo intensywnie na moja wyobraźnię. Szczególnie, że autor nie wymieniał tylko współczesnych, znanych piłkarzy jak Leo Messi. Znalazło się tam również miejsce dla Jerzego Kraska, Macieja Murawskiego i mojego ukochanego Pele. I wtedy w ruch poszły wspomnienia. A pamiętasz ten mecz z finału LM w 2008? No pamiętam. A ten półfinał MŚ z 2002? Gorzej, trzeba by sobie przypomnieć daną akcję… I tak siedziałam, oglądałam, przeżywałam na nowo, czytałam, popijałam herbatkę. Żyć nie umierać.

Nie wypada tu nie wspomnieć o świetnych ilustracjach Andrzeja Jankowskiego. Andy wykonał kawał dobrej roboty…

„Mowa trawa” to nie tylko gratka dla każdego piłkarskiego kibica, ale również dla ciekawego nowych doznań czytelnika. Pan Marcin stworzył bardzo dobrą książkę, którą się pochłania, spędzając mile swój czas.
Książka jest również świetnym prezentem. Mój brat już podebrał egzemplarz i sam podczytuje.

I teraz najważniejsze do autora: ja też grałam w kwadraty. Zapewniam panie Marcinie, że ta gra nie wyginęła, jest również popularna jak kiedyś:) 

*okładka

"Mowa trawa", Marcin Rosłoń, wyd.Bukowy Las, ocena: 4,5/6
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Bukowy Las.

Mikołaj do mnie zapukał, czyli wymianka

I to w osobie nie byle kogo, bo pana kuriera. Strasznie zaciekawiona podpisałam się w miejscu gdzie powinna być data, a datę wpisałam tam gdzie powinien być mój podpis i pośpieszyłam na górę by dowiedzieć się, co kryje się w całkiem sporej paczce.
Oczywiście nikt mi zadania nie zamierzał ułatwiać. Święty Mikołaj zapakował prezent w masę reklamówek, woreczków, papierków, a ja z coraz większą niecierpliwością je otwierałam. Wreszcie dotarłam do środka i zamarłam…



A jak Mery zamiera to w domu robi się cicho, a potem następuje wybuch, czyli bezbrzeżna radość. Tak było i w tym przepadku. Dlatego, że ja marzyłam o „Norwegian Wood”, że uwielbiam białą herbatę, że uwielbiam słodycze, i że uwielbiam cudowne ręcznie robione zakładki.



Dlatego również uwielbiam swojego św. Mikołaja, którym została ZUzanna. Dziękuję Ci kochana z całego serca.:*
Cała paczuszka przyszła do mnie z wymianki organizowanej przez Urszulę. Dzięki:*




* * *


Święta za pasem, więc Mery prócz prezentów wyrabia dziwne rzeczy typu pierniczki. Pierwsza partia zrobiona została tydzień temu przez moich młodszych braci. Dziś druga tura robiona wspólnie (czyli z moim wkładem). Święta to na prawdę dobry wynalazek.

Czas na stos.

Jak postanowiłam, nic (z jednym wyjątkiem) nie kupowałam, tylko przyjmowałam kolejne książki pod swój dach.Teraz koniec postu, grudzień się zaczął, w internecie można spotkać niebywałe promocje do których mam słabość. No, ale do rzeczy.

Od dołu:
"Metamorfozy Marilyn Monroe" D.Wills - prezent od Znaku. Obejrzane, przeczytane, podobają się:)
"O modlitwie. Listy do Malkolma" C.S.Lewis - bo coraz bardziej lubię tego pisarza. Od Esprit do recenzji.
"Marzenie Celta" M.V.Llosa-przygoda z noblistą część pierwsza. Zaczyna się  na prawdę interesująco. Do recenzji od Znaku.
"Kiedy płaczą świerszcze" C.Martin - wymianka na LC. Jestem z niej strasznie zadowolona, bo zarówno autora jak i całej serii jestem strasznie ciekawa i od dawna miałam ją w czytelniczych planach.
"Niewyznane grzechy siostry Juany" K.Galvan- od wydawnictwa Mała Kurka, już nie mogę się doczekać kiedy zacznę ją czytać.
"Czas tajemnic" M.Pagnol - podobało się Mery, oj podobało. RECENZJA
"Gdański depozyt" P. Schmandt - od wydawnictwa Oficynka, bo lubię książki, które wydają:)
"FNiN oraz Orbitalny Spisek 2" R.Kosik. - do serii jestem strasznie przywiązana, odkąd dostałam 2005 (albo 2006) pierwszą część na Gwiazdkę. Ta z biblioteki. (Ale w planach jest, by cała seria znalazła się kiedyś na mojej półce).
"Buszujący w zbożu" J.D.Salinger - miałam w planach w ramach projektu Rozmawiajmy. Niestety nie udało mi się jej jeszcze przeczytać.
"Nieprzyjaciel Boga" B.Cornwell - od IW Erica. Byłam strasznie ciekawa jak potoczą się dalsze losy Artura i Merlina:)
"Excalibur" B.Cornwell - jw.

Dwie książki po prawej to:
"Mowa trawa" M. Rosłoń - wreszcie zdobyłam! Od wydawnictwa Bukowy Las. Przeczytane, niedługo będzie recenzja.
"Salsa na wolności" J. Torres - to ten jeden książkowy grzeszek. Nie mogłam się powstrzymać. Kupiłam za głupie 9,99 i cieszyłam się jak dziecko.

Teraz tylko szykuję się na zakupy. Szczególnie kusi mnie "Błękitny chłopiec" i "Białe zęby", które w wydawnictwie znak są za ledwie 19,99 oraz nieprawdopodobne promocje w wydawnictwie Sonia Draga. Nie tylko zresztą tam...
Ach, te leniwe niedziele.

Top 10 prezentów gwiazdkowych!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.
Dziś przyszła pora na... Dziesięć wymarzonych prezentów książkowych!

Przyznam, że strasznie trudno było mi coś wybrać. Na niedobór książek nie narzekam (niedługo będzie stos), żyję sobie bardzo dobrze, więc cieszyć będę się z każdego prezentu Teraz żebym tylko to wszystko przeczytała...Panie Mikołaju, proszę się postarać!


1. To oczywiście podpórki do książek. Moje półki nie sprawdzają się pod względem trzymania książek w pionie, co chwila coś zlatuje (dlatego więc po bokach muszą stać opasłe tomiska nie pasujące do reszty...) O tak, taka podpórka - moje marzenie!




2. Muszę mieć tę serię, Mikołaj już o tym wie, miejsce na półce nawet zrobiłam. Prawda że piękne to wydanie? Powiem Wam, tak na marginesie, że ja pana Sapkowskiego jeszcze nie znam. Na prawdę. Dlatego takie wydanie i tyyyyle tomów to dobra wymówka do zapoznania. Oj, już nie mogę się doczekać tych Świąt.


No i inne książki. Szczególnie marzą mi się "Białe zęby", "U2 o U2" oraz "Sama na drodze", ale innymi nie pogardzę.Szczególnie, że zarówno "Szelmostwa..." jak i "Ulica tysiąca kwiatów" zbierają same pozytywne recenzje.









"Ostatnie królestwo" B.Cornwell

Mimo, że „Ostatnie królestwo” miało być dopiero moim drugim spotkaniem z Bernardem Cornwellem wiedziałam, że mogę się spodziewać bardzo ciekawej i pełnej emocji lektury. Pozwoliłam po raz kolejny wciągnąć się w świat średniowiecznej Anglii.

Koniec IX wieku, walka chrześcijaństwa z pogaństwem, Duńczyków z Sasami, potyczki między rodami, widmo wojny, krwawa rzeź. Autor jak poprzednim razem wplótł w historię małego chłopca kawałek historii Anglii. 

Uther w wieku dziesięciu lat podczas bitwy w której poległ jego ojciec, zostaje porwany pojmany przez Duńczyków. Od samego początku zostaje obdarzony sympatią jednego z wodzów – Ragnara. Wiking z czasem zaczyna go traktować jak syna. Chłopiec więc dorasta pośród wrogów ucząc się od nich wojennego rzemiosła. Jednak jak wiadomo los płata nam różne figle, w pewnej chwili Uther będzie musiał wybierać  któremu panu chce służyć, kim czuje się bardziej Anglikiem, czy Duńczykiem?

Bernard Cornwell po raz kolejny świetnie i z niebywała lekkością nakreślił nam twarz średniowiecznej Anglii jednocześnie skupiając się na przemianach głównego bohatera. Tło historyczne tak zagadkowe dla współczesnych naukowców, z tyloma „białymi plamami” otwiera się przed nami. Widzimy jeden z największych najazdów wikingów w historii, napady, bitwy, zagadkowe mury tarcz. Wszystko opisane prostym i jednocześnie wciągającym językiem podkreśla kunszt autora.

Akcja przedstawiana z punktu widzenia Uthera  pozwala nam poznawać jego przemyślenia, odczucia. Czytelnikowi wydaje się jakby sam uczestniczył w poszczególnych wydarzeniach walcząc lub pracując wraz z głównym bohaterem.

Postacie są jak żywe, każdy inny, indywidualny. Autor posiada tę łatwość opowiadania, kreślenia wyrazistych postaci. Oczywiście skupia się głównie na Utherze, jednak dla innych również miejsca wystarczyło.  I tak poznajemy wersję zamordowania św. Króla Edmunda zdecydowanie inną od tej, którą znamy z lekcji, czy całkowicie inne oblicze Alfreda.

Dużą wagę stanowi wątek religijny. W tym czasie Anglia to w większości państwo chrześcijańskie. Duńczycy to oczywiście poganie. Widzimy pogardę dla Boga w oczach wikingów i z tego powodu również dochodzi do różnych starć. Autor (przynajmniej w moich oczach) zdecydowanie trzyma stronę  bożków. Pokazuje nam słabość i chwiejność chrześcijaństwa w tamtych czasach.

„Ostatnie królestwo” to książka zdecydowanie bardziej przygodowa niż historyczna. Wydarzenia z przeszłości są tu wplecione tak umiejętnie, że Czytelnik przyswaja je z wielka przyjemnością nie mogąc oderwać się od lektury.

Powieść świetnie mi się czytało. Nie mogłam się oderwać od wydarzeń i choć na chwilę zostawić świata Uthera. Myślę, że powinna ona przypaść większości z Was. Ja już cieszę się na myśl, że czeka na mnie druga część.

 "Ostatnie królestwo", Bernard Cornwell, IW Erica
Za możliwość przeczytania dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica

Nie wiesz, jaką książkę wybrać na prezent?!

Kochani, 
macie już wybrane prezenty pod choinkę? Nie? Zobaczcie co przygotowało dla Was wydawnictwo Znak.




Święta już za miesiąc! Nie wiesz, co kupić mamie, przyjaciółce czy koledze? Nie masz pomysłu na prezent dla dziadka, brata albo kuzynki? Od teraz wybór prezentu może być dużo prostszy! Wydawnictwo Znak stworzyło WYSZUKIWARKĘ PREZENTÓW, która ułatwi wybór odpowiedniej książki. Wystarczy wejść na www.prezent.znak.com.pl i określić wiek, osobowość i zainteresowania - aplikacja podpowie Ci, które książki będą najlepszym prezentem dla Twoich najbliższych. Dodatkowo można je kupić ze zniżkami nawet do 30%! Pospiesz się, żeby zdążyć przed świąteczną gorączką!

Wejdź na www.prezent.znak.com.pl!


Oczywiście, jak przypuszczam, Wy już wiecie co chcecie dostac. Jednak może innym się przyda? Poza tym na stronie Wydawnictwa Znak znajdziecie wielkie świąteczne promocje. Ja już sama ostrzę sobie ząbki na książki po zaledwie 19,90.
Miłej niedzieli!

"Siostrzyca"J.Harding

Czy wszystko można pogrupować na czarne i białe, zapominając o innych kolorach? Czy zawsze wszystko co uważamy za słuszne takie właśnie jest? Te pytania zadaje sobie od wieków wiele ludzi.  Nie zadała ich sobie jednak Folerence.


Dwunastoletnia dziewczynka, a zarazem narratorka powieści wprowadza nas w swój świat opisując go własnym, wymyślonym językiem. Oprowadza nas i wciąga coraz głębiej do starego dworu, gdzie na strychu czają się duchy, a  na każdej ścianie wiszą matowe lustra. Od razu również stawia pierwszą pułapkę by złapać w rączki serce czytelnika. Posłuchajcie tego:

„Blithe ma dwa serca, jedno ciepłe, jedno zimne; jedno jasne, drugie zacienione nawet w najsłoneczniejszy dzień.[…] Serce zimne (lecz nie dla mnie! Ach nie dla mnie!) bije w drugim końcu domu. Niekochana i nieodwiedzana biblioteka nie mogłaby bardziej różnic się od kuchni.(…). Od końca do końca mierzy moje sto cztery obute stopy, a szeroka jest na trzydzieści siedem. Trzech mężczyzn, stojących jeden na drugim, z trudem sięgałoby sufitu. Każdy cal ściany – poza drzwiami, zdobionymi zasłonami oknami i siedzeniami pod spodem – od podłogi do sufitu zajmują drewniane półki, wszystkie całe w książkach.”

I jak szanujący się mól książkowy może nie polubić tej istoty zakochanej w książkach, która posiada taką bibliotekę i uważa ją za serce domu? Już od dziesiątej strony dziewczyna należała do mnie. Albo ja do niej…
Przewracając kolejne kartki coraz bardziej wsiąkałam i coraz bardziej czułam klimat gotyku. Przemierzałam wielki dwór, otwierałam drzwi do kolejnych pokoi i co ciekawsze, do ludzkich umysłów. Poznawałam od kuchni zachowania domowników, widziałam ich słabości. Jednak szczególnie skupiłam się na głównej bohaterce, bo to ona tu jest najważniejsza. A Florence pokazywała mi się z coraz to innej strony. Zaskakiwała mnie i coraz to zdumiewała. Wszystko toczyło się na pozór monotonnie dopóki nie pojawiła się ona – panna Taylor…

Dziewczynka od razu widzi, że jest z nią coś „nie tak”. Nowa guwernantka jest inteligentniejsza niż reszta służby i chce wejść z butami prosto w świat stworzony przez Florence. Akcja zaczyna przyspieszać. Widać, że kobieta nie przepada za dziewczynką, za to jest bardzo miła dla przyrodniego brata – Gilesa. Główną bohaterkę zaczynają nawiedzać koszmary, w każdym z luster widzi twarze panny Taylor przez którą czuje się cały czas obserwowana.  Czytelnik w pewnej chwili ma wrażenie, że narratorka po prostu oszalała. Ale czy na pewno? 

John Harding wciągnął  mnie w grę pełną niedomówień i niepewności osadzoną w cudownej scenerii. Każdy z bohaterów jest  dopracowany i przedstawiony z niebywałą wprost lekkością. Czytelnik po pewnym czasie nie może się oprzeć kunsztowi i łatwości posługiwania się piórem, którym autor niepodważalnie operował.
Historia dopracowana w każdym calu, choć w pewnej chwili przyznaję, miałam wrażenie że panuje tam chaos. Lecz nawet on był poukładany. Zakończenie jest wielkim zaskoczeniem. Akcja gna wtedy z niebywała prędkością i jest pełna niespodziewanych zwrotów. Czytelnik co chwila przeciera oczy, by na końcu i tak nie posiadać się ze zdziwienia. 

Gdy tylko odłożyłam tę książkę zaczęły mnie nękać wątpliwości. Bo ja do dziś nie wiem, co było dobre a co złe. Może to po prostu było kolorowe?

"Siostrzyca", John Harding, wyd. Mała Kurka
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Dziękuję za możliwość przeczytania książki wydawnictwu Mała Kurka.

"Czas tajemnic" M.Pagnol

 Premiera: 7 grudnia

Znów wybrałam się do Prowansji. Zaopatrzona w kubek gorącej herbaty, koc i miękką poduszkę wyruszyłam w kolejną wędrówkę za rękę z Marcelem…


Po raz kolejny nasz wybór padł na letni domek w którym cała rodzina zwykła spędzać wakacje. Dźwigając ciężkie plecaki z „niezbędnymi rzeczami” dotarliśmy wreszcie tam, gdzie niecały rok temu spędziliśmy niezapomniane chwile. Jednak teraz nic nie chce przypominać tamtych wydarzeń. Lili nie ma już tak wiele czasu na zabawę, Marcel zaczyna się nudzić. Spotyka jednak na swojej drodze Izabelę, ładniejszą niż dotychczasowe dziewczynki, której tata jest „szlachcicem”. Zaczyna się nowy okres w życiu chłopca, jednak równie szybko się kończy, trzeba zbierać się do miasta, gdzie czeka już nowe liceum…

Kolejny tom „Wspomnień z dzieciństwa” przywitał mnie takim samym ciepłem jak części poprzednie. Z łatwością wciągnęłam się w świat małego chłopca i zatonęłam w nim bez reszty. Tym razem już nie przemierzałam beztrosko pól i lasów. Marcel dorastał, przeżywał pierwsze miłości, szedł do nowej szkoły. Nie interesował się już Indianami, polowania stały się rutyną. 

Była za to Izabela. Od razu wiedziałam, że jej nie polubię. Jedna z tych przebiegłych jędz, które umieją omotać sobie chłopca wokół małego palca. Jednak, jeśli teraz zaczynacie sobie myśleć: „No, tak. Ona złamie mu serce i zrobi się kolejna niestrawna historyjka o dziecięcej miłości” to nic bardziej mylnego!  Skończy się trochę inaczej. Jak? Przekonajcie się sami!

Tym co odróżnia „Czas tajemnic” od swoich poprzedniczek jest przede wszystkim zmiana głównego bohatera. Jak wspomniałam wyżej, Marcel dorasta, już nie mówi wszystkiego rodzicom, poznaje prawdziwe oblicze szkoły. Widzimy zmiany w zachowaniu bohatera, zmiany ciekawe, które ubarwiają kolejne przygody.
Liceum do którego trafia tuż po wakacjach też różni się od dawnej szkoły. Chłopiec, który kiedyś był wzorowym uczniem teraz tonie w przeciętności. Na szczęście tylko ocen, bo jego życia nie można do przeciętnych zaliczyć. Autor po raz kolejny przypomina nam, że w książkach nie musi na co drugiej stronie lać się krew, a akcja pędzić w szaleńczym tempie, by Czytelnik nie mógł się oderwać.

Na uwagę zasługuje łatwość z jaką Pagnol operuje językiem. Wszystko czyta się łatwo i szybko, zatrzymując się na poszczególnych fragmentach, by zastanowić się nad podobieństwami między życiem swoim, a francuskiego pisarza.  Tak jak w pierwszej części, a nawet bardziej Czytelnik z łatwością połyka kolejne strony.

 „Cza tajemnic” to książka nad którą spokojnie można usiąść z kubkiem gorącej herbaty i zatonąć bez reszty. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest lepsza od poprzednich części. Urzeka swoją prostotą, klimatem i humorem, którego autorowi nie brakuje. Idealnie nadaje się zarówno  na zimowe wieczory jak i letnie popołudnia.  Z niej po prostu tchnie ten niepowtarzalny zapach Prowansji, słońca, zabaw, szczęśliwego dzieciństwa…

"Czas tajemnic", Marcel Pagnol, wyd. Esprit, 2011
Za przedpremierowy egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Esprit