Autor: Colin Clark
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 187
Ocena: 8/10
Marilyn Monroe.
Pierwsze skojarzenie to oczywiście seksowna blondynka z niewiarygodnymi ustami grająca głupiutkie kokietki. Jednak ostatnio świat poznaje nową twarz Normy Jeane. Przed nami stoi już nie hollywoodzki produkt, ale inteligentna, wrażliwa, oczytana i niezbyt pewna siebie dziewczyna. W księgarniach bardzo łatwo można się natknąć na kolejne wspomnienia osób z otoczenia gwiazdy, wspomnienia, listy, wywiady, albumy. Jedną z tych pozycji jest „Mój tydzień z Marilyn”.
Cieniutka książeczka z Michelle Williams na okładce nie zapowiada jednak jakiegoś przełomu, pogłębienia naszej wiedzy na temat gwiazdy kina. Cała jej filmografia, plotki, skandale, romanse i małżeństwa zostały już dawno opisane, uwiecznione na taśmach. Więc co chciał nam (a może sobie?) uświadomić tuż przed śmiercią Colin Clark opisując swój rzekomy (jak donosi Wikipedia) romans z Marilyn Monroe?
By to zrozumieć przyjrzyjmy się fabule (albo jak kto woli, kawałkowi wspomnień).
W 1956 roku Marilyn Monroe przyjeżdża do Anglii kręcić nowy film. To jej miesiąc miodowy - dwa tygodnie wcześniej wyszła za mąż za znanego dramaturga Arthura Millera. Wszystko wygląda jednak zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażała. Członkowie ekipy filmowej uważają ją za rozkapryszoną gwiazdkę z Hollywood, brytyjski partner filmowy poniża ją przy każdej okazji, a z zapisków swojego męża dowiaduje się, jak wielkim jest dla niego rozczarowaniem.*
źródło |
Sytuacja zdecydowanie godna współczucia. Wszyscy od niej czegoś wymagali, prosili myśląc, że jako zadośćuczynienie wystarczą pieniądze. Przecież ona była gwiazdą Hollywood! Nie miała wielkiego wyboru. Musiała zmierzyć się samotnie z całą ekipą biorącą aktorstwo na całkiem inny warsztat niż ten którego uczono jej w Ameryce.
Pomóc jej chciał Colin. Młody, niedoświadczony asystent reżysera. Zresztą pomóc chcieli jej również inni. Jednak oni jednocześnie od niej czegoś chcieli. On...on nie.
źródło |
Właśnie ten błysk, tę otwartość, inną stronę spojrzenia chciał pokazać nam autor w tym krótkim pamiętniku. Przedstawił nam Marylin nie jako maszynkę do robienia pieniędzy, nie jako obłąkana gwiazdę łykającą prochy. Pokazał kawałek tej prostej dziewczyny z czasów gdy nikt nie znał MM, pokazał człowieka, który również marzy o własnym życiu.
Śmiesznym by było wymagać od tej cieniutkiej książeczki całej wiedzy na temat Marilyn. Autor starał się narysować nam jej portret taki, jaki przechowywał w pamięci ponad blisko pięćdziesiąt lat. Udało mu się to.
Ta książka to taki krótkometrażowy film o Marilyn Monroe w którym w końcu widzowie mają okazję zobaczyć choć kawałek prawdziwej Normy Jeane. Film zbyt krótki po którego zakończeniu chcemy więcej.
*opis pochodzi ze strony wydawnictwa
Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak
***Wróciłam z Łodzi z gorączką (39 stopni), we łzach, ale i piosenką w sercu ("Mamy żółte serca w których płynie czarna krew..."). Było nie do zapomnienia...
Chciałabym przeczytać tą książkę, bo jestem wielką fanką Marlin.
OdpowiedzUsuńwww.ksiazki-blair.blogspot.com
Od jakiegoś czasu książka chodzi za mną i błaga o przeczytanie, ale niestety nie mam w tej chwili możliwości by ją zakupić :/
OdpowiedzUsuńOglądałam film na podstawie książki. Na uwagę zasługuje rola Michelle Williams, która (według mnie) doskonale sprawdziła się w roli Marilyn. Teraz czekam na książkę i trochę żałuję, że najpierw zapoznałam się z ekranizacją... Ale i tak nie mogę się doczekać, kiedy zapoznam się ze wspomnieniami spisanymi przez Clarka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Przyznam szczerze, że nie lubię Marilyn. Tak samo nie uważam jej za bóstwo i wyznacznik kobiecego piękna. Książkę z ciekawości bym przeczytała.
OdpowiedzUsuńSłyszałam, że film jest bardzo ciekawy :)
OdpowiedzUsuńNiestety nigdy jej nie lubiłam, więc i książkę sobie odpuszczę.
OdpowiedzUsuńBardzo chcę obejrzeć film, ale zanim to nastąpi przeczytam tą książkę :) Marilyn odkąd tylko pamiętam była jedną z moich ulubionych aktorek :) (od małego miałam słabość do starego kina, jeszcze czarno-białego...) :D
OdpowiedzUsuńJa chętnie film obejrzę tak rekreacyjnie, bo nie fascynuję się biografią Marilyn na tyle by i literaturę z tego zakresu chłonąć. :)
OdpowiedzUsuńOglądałam niedawno film, polubiłam go ze względu na samą historię Marilyn, ale Williams mi nie przypadła do gustu. Ksiązka na pewno bardziej by mnie zachwyciła :)
OdpowiedzUsuńSłyszałam zarówno o książce, jak i filmie na jej podstawie. Poluję na jedno i drugie, bo bardzo lubię Marylin :)
OdpowiedzUsuńRaczej nie dla mnie...
OdpowiedzUsuńAleż ona była piękna! (za każdym razem muszę się chwilę pozachwycać). Moje pierwsze skojarzenie poza tymi które wymieniłaś to rozwiana przez podmuch wiatru sukienka i Marilyn próbująca "opanować" sytuacje. Marilyn bardzo lubię więc i po książkę z chęcią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńwróciłam z Łodzi bez głosu, ze łzami i piosenką, podobnie jak Ty :).
OdpowiedzUsuńChłopakom dziękuję, byli wspaniali.
Dla nas są Mistrzami.
no z tą Panią to ja bym się chętnie bliżej zapoznała :))
OdpowiedzUsuńzapraszam na nn
atramentoweserce-inkheart
Uwielbiam Marilyn Monroe i sądzę, że książka ta pomoże mi ją w pewien sposób bliżej poznać. Chętnie przeczytam :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że z chęcią bym się z tą książką zapoznała, bo o Monroe wiem jeszcze bardzo mało
OdpowiedzUsuńbardzo chętnie przeczytam;)
OdpowiedzUsuńZastanawiam się i nad książką i nad filmem, bo wysokie noty kuszą, oj kuszą.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Już słyszałem o tej książce na innym blogu i można by w końcu się w nią zaopatrzyć. Pozdrawiam i zapraszam na nn. [http://z-nosem-wsrod-ksiazek.blogspot.com/].
OdpowiedzUsuńPodziwiam MM, ale biografii nie lubię i raczej nie przeczytam tej książki
OdpowiedzUsuńMyślałam, że ta książka jest dłuższa. Na razie nie zakupię, poczekam aż będzie w bibliotece.
OdpowiedzUsuńTyle różnych historii krąży o MM. Z chęcią bym przeczytała tę książkę, filmu też jestem ciekawa.
OdpowiedzUsuńostatnio o M.M. zrobiło się głośno w każdych mediach. nie wiem czy taki niekontrolowany szum jest dobry, ale aktorkę tego typu zawsze warto lepiej poznać.
OdpowiedzUsuńA ja mam biografię MM "Blondynka" czy jakoś tak, więc najpierw się wezmę za nią, a dopiero potem za "Mój Tydzień...".
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
O, u mnie też leży "Blondynka". Jakoś nie mogę się jednak za nią zabrac...
UsuńKobieta-tajemnica. Narobiłaś mi ochoty, że hoho! Pojutrze lecę do empiku.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
A ja ją dzisiaj miałam w rękach, w Tesco za 15 zł i nie wzięłam.. ehhh. No nic może jeszcze będzie :)
OdpowiedzUsuńA na pewno tę książkę miałaś w rekach? Bo ja w Tesco widziałam "Marilyn - ostatnie seanse"...
Usuńa tak, mnie się po prostu podobała, a teraz podoba bardziej.
OdpowiedzUsuńa tak, mnie się po prostu podobała, a teraz podoba bardziej.
OdpowiedzUsuń