Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wokół książek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wokół książek. Pokaż wszystkie posty

20 wiek w książkach.


Zastanawialiście się kiedykolwiek nad swoimi ukochanymi książkami?
Ostatnio, gdy coraz więcej ludzi moje książki pożycza, zauważyłam jedno: każdemu dobieram je według usposobienia, oczywiście, każdemu według preferencji, oczywiście, jednak zawsze wybieram te najukochańsze książki, by ktoś mógł się zachwycić tak jak ja. Mówisz kryminał - daję Wagnera, mówisz coś w stylu Igrzysk Śmierci - daję Orwella (chociaż podobnież Jackson trzeba się w tym temacie bliżej przyjrzeć), mówisz romans - daję Jane Eyre.
Nie ma książek ukochanych w jednym gatunku. Są te poznane wcześniej, poznane później, napisane w różnych okresach, lecz gatunki tasują się - pozycje popularnonaukowe mieszają się z kryminałami, dzienniki z nowelami.

Jakiś czas temu na anglojęzycznych vlogach krążył The 20th Century Book Tag. Zabawa w szukanie dat wydania książek na półce, wybieranie z każdej dekady jednej książki. I ja też postanowiłam się pobawić. I wyobraźcie sobie, wyszło z tego zestawienie moich ukochanych książek. Niepełne, bo niepełne, niektóre niepasujące, lecz zestawienie kompletne (do tej chwili zastanawiam się, czy w miejscu leciutkiej powiastki Webster nie powinien stać Tajemniczy przybysz Twaina - notabene, Webster była jego cioteczną wnuczką- lecz dobrze, niech tak zostanie, a wy o Twainie pamiętajcie - świetnie napisał tę książkę).

Zapraszam.



1900-1910
Nędza Warszawy J.Korczak
Antologia polskiego reportażu nie mogła być lepiej otwarta. Korczak na samym początku swojej wędrówki, odkrywa przed nami ciemne zaułki Warszawy, obserwuje biedę, przestępczość, margines społeczeństwa, w pewnej chwili przechodząc raczej w rolę uczestnika. Trafne uwagi, zatrważająco celne we współczesnym świecie i przypominające o wartościach. Świetne.



1910-1920.
Tajemniczy opiekun
Typowo pensjonarska, w dodatku napisana w formie listów, historia pewnej sieroty. Co prawda, gdzieś przyćmił ją blask pewnej rudowłosej istotki (były wydawane w podobnym czasie), jednak i o niej nie zapomniano. To nic, że już przy pierwszym czytaniu, wiemy dokładnie jaki będzie koniec, podoba nam się raczej szkoła w jakiej przebywa bohaterka, dużo delikatnego humoru, ekspresyjność, no i co tu ukrywać... w wieku, w jakim się ją czyta, również fabuła. A potem można wracać do ulubionych fragmentów. (świąteczny fragment książki)


1920-1930.
Wielki Gatsby F.S.Fitzgerald
Zastanawiałam się długo, jednak po pierwsze, nie przypominam sobie nic więcej z tego okresu, co by mnie naprawdę zachwyciło (dużo literatury polskiej z tych lat jeszcze czeka skrzętnie upchane na kilku półkach), poza tym, ja chyba naprawdę lubię tego Gatsby'ego. I łapię się na tym, że często o nim rozmawiam, i do niego wracam. Więc jednak to nie jest taka książka ot sobie.



1930-1940.
Pasja życia I.Stone
Tak, też pamiętam, że właśnie w tym okresie powstało Przeminęło z wiatrem - jedna z niewielu książek, po których cały czas czuję smutek. Jednak Irving Stone wygrał historią mi o wiele bliższą, pewną pisaną na złoto sentencją i samym tematem. Wiecie, można mówić, że jedyną wartą zagłębiania historią van Gogha są jego listy, a Pasja życia wręcz nie powinna być czytana, jednak jest to zdecydowanie jedna z moich ukochanych lektur, uwielbiam w niej wszystko, umiem się z nią utożsamić, kłócić z nią, poczuć. A to najważniejsze.(zebrane słowa o Pasji życia)




1940-1950.
Kometa nad Doliną Muminków T.Jansson
A raczej cały cykl muminkowy, z których teatralna, mroczna "Dolina Muminków w listopadzie" jest mi najbliższa i to do niej wracam raz po raz, czytając na okrągło, całą bądź fragmentami. Mogłabym dużo pisać o Muminkach, a tak naprawdę dużo słów nie trzeba, wystarczy przeczytać.(wrażenia po pierwszej lekturze Muminków od lat)


1950-1960.
Harfa traw T.Capote
Lata pięćdziesiąte obfitowały w wydania moich ukochanych książek. Wtedy powstał Władca Pierścieni, Opowieści z Narnii, Rok 1984, Władca much (chociaż tę ostatnią trudno zaliczyć do moich ulubionych). Nie wybrałam żadnej z powyższych z prostego powodu - one są wszędzie. Na listach książek do przeczytania, w kanonie lektur, w telewizji. Każdy je zna i nawet jeśli jeszcze nie czytał, to zapewne przyjdzie taki czas, by się nimi zachwycić. A Harfa traw? Zapomniana, przytłoczona przez komerycjne Śniadanie u Tiffany'ego, zwiewna, pełna prażącego słońca. Jak na razie moje ukochane dzieło Capote'a. (impresja zimowa)

1960-1970.
Ten moment musiał nadejść. W latach sześćdziesiątych powstały dwie wspaniałe książki Mistrz i Małgorzata M.Bułhakowa i Zabić drozda H.Lee. Diametralnie różne, więc porównywać nie ma sensu. Oczywiście, to ta Bułhakowa jest uważana za większe arcydzieło, jednak Zabić drozda jest mi bliższa, tam czuję wszystko. Więc wyboru jako takiego nie będzie.




1970-1980.
Śmierć pięknych saren O.Pavel
Z każdym kolejnym punktem uświadamiam sobie, jak wiele mam ukochanych książek. Jedna z najsympatyczniejszych książek, do której również często wracam. I która mnie rozbawia, uspokaja i po raz kolejny przywraca do życia.





1980-1990.
Opium w rosole M.Musierowicz
Kolejna lektura dla młodzieży, jednak jaka lektura. Nie wiem, ile razy już ją czytałam, ile razy się zachwycałam. starałam się wyłapywać drobne niuanse, łapać promienie słoneczne przebijające się przez szare chmury PRLu. Kiedyś mówiłam, że to moja ukochana część Jeżycjady. Teraz trudniej to stwierdzić. Ale zdecydowanie jedna z piękniejszych książek.






1990-2000
Blondynka J.Oates
Czyli sam koniec XX wieku. I ta książka - wbija w ziemię, szokuje, przejmuje i zabiera słowa. Świetne zakończenie stulecia.

Wędrówka przez blogi w obrazkach.

Kiedyś była taka zabawa: polecę ci kilka blogów i ty się odwdzięczysz. Szła sobie przez całą blogosferę, aż doszła i do Krainy, bo o Krainie wspomniała Kasia z Mojej Pasieki. Bardzo dziękuję Kasi za nominację i przyłączę się strasznie chętnie, bo miło jest miło mówić o miłych blogach.
Najpierw jednak coś o Kasi.
Widzicie, Kasia umie czytać jak Szekspir przykazał, umie ubrać myśli w słowa emocjonalne, zachęcić i za każdym razem gdy zaglądam na jej bloga podziwiam przede wszystkim jedno - pasję. Pasję z jaką dobiera książki, jak o nich pisze, jak na jednej historii się nigdy nie kończy, z każdym tytułem odkrywa dzieła danego autora. I nie ukrywam, najważniejsze jest, jakie Kasia lektury czyta. A Kasia czyta te zapomniane i te nowsze, inne niż na wszystkich blogach, często pokrywające się z moimi wyborami. I za to jej dziękuję.
Nominowane przez Kasię blogi to:

Andrew. 
Pierwszy raz na blog Andrewa trafiłam kilkanaście miesięcy temu. Pamiętam, to był tekst o "Ogniem i mieczem", książce, której w końcu nigdy nie przeczytałam (jeszcze!). Pamiętam również, że zaraz chciałam iść, podbiec i czytać zachwycając się. Andrew umie przekonywać, pisze prosto, treściwie, wyciągając wnioski i przemawiając do czytelnika. Nie tylko o książkach.


 Odkryłam tego bloga dzięki Kasi, właśnie. Zajrzałam tam raz. Jeden jedyny. Potem złapałam się na tym, że zaglądam tam co jakiś czas. Gdy jest gorzej, gdy jest po prostu melancholijnie. Zaglądam i się uśmiecham. Magia słowa.

Piękny blog, szemrzący w uszach, cudownie nazwany. Warto jest tam zajrzeć czasem, znaleźć kolejne książki, które do listy trzeba dopisać. Za każdym razem. Podążając za każdym spokojnym słowem...
No i ten piękny tekst o Tove kilka miesięcy temu.

Tak zapewne wygląda jeden z regałów ZwL - dużo nieprzeczytanych książek, wszystkie w pięknych, starych okładkach. A sam blog też jest pełen takich książek - młodzieżowych, dziecięcych, zapomnianych i tych, które kiedyś czytaliśmy. To, że moja półka z książkami młodzieżowymi z PRLu się powiększa, a nie kurzy, jest w dużej mierze zasługą tego pana i jego tekstów. Zdecydowanie jeden z najlepszych blogów książkowych.


"Prywatna historia czytania" jest pełna lektur dobrze dobranych, które mnie, czytacza na początku swojej wędrówki, inspirują często. Lubię przede wszystkim tę małą stronę zatytułowaną prosto "Ulubione książki". Listę otwierają "Ocalone w tłumaczeniu" - moje marzenie.


Zaryzykowałabym stwierdzenie, że ten blog jest idealny. Książki ciekawe, dużo nowości nienagłośnionych, trochę klasyków, wszystko w ładnych literkach i miłym otoczeniu. A co ciekawe, takie ideały nie denerwują i wydają się pompatyczne, a wzbudzają bardzo ciepłe uczucia. No, chyba że książki się nie lubi.


Za dużo sztuki, by zajrzeć tylko na chwilę. Uwielbiam tam przesiadywać. I uwielbiam krótkie teksty. Szczególnie o van Goghu. Z wplecionym lekko lajfstajlem. Albo raczej sztukę wplecioną w życie. Tak naturalnie.


 Jeden z pierwszych, które poznałam, gdy wkraczałam w świat internetowych pasjonatów książkowych. Blog, na którym można znaleźć świetnie napisane teksty i ciekawe, nieprzypadkowe lektury. Jednak największą fanką jestem recenzji Ultramaryny traktującej o książce "Dopóki mamy twarze" (chyba jeszcze na poprzednim, onetowskim blogu). Perełka.

Lubię Zasiedzisko ze względu na teksty o książkach, które sama tak kocham. Czytam kolejne posty, zgadzam się z kolejnymi zdaniami. Z opowieściami o pani Musierowicz, o dziewczynce w zielonym sweterku, o Idzie Fink.
Nie zaglądam tam często. Jednak, jeśli tylko zajrzę, zawsze się zasiedzę...

Konkurs

"Only lovers left alive"
Tak się zakręciłam w łapaniu wiosny, pisaniu i czytaniu myśląc bezczelnie jedynie o sobie, że Kraina  jest prowadzona strasznie chaotycznie. W dodatku przez ostatnie dwa lata, poczyniłam takie zapasy książkowe, że aktualnie poszczególne tomy wypadają mi z półek, nocują u znajomych i w reklamówkach samotnie wiszących w ganku, bo ktoś zdecydował się oddać, a ja w tym czasie zapełniłam miejsce.

Jednak wiosna jest, zabrałam się za porządki. Dlatego też chciałabym wpaść w niedzielę na wymianę książek na Targach w Warszawie - rok temu było cudownie! Również dlatego postanowiłam też oddać Wam kilka moich książek w zamian... w zamian za polecenie innych sztuczek!

Zbliża się kolejna rocznica bloga, o której staram się zapomnieć aktualnie, więc pretekst jest. Tak w podzięce, że chociaż piszę nierówno, nieregularnie i czasem za szybko, cały czas jest grupa osób czytających, które lubią wracać, co widać po liczniku (tak, w tym miejscu zawsze jest wielkie zdziwienie, strasznie dużo was tu było!). Dziękuję bardzo. A teraz co do konkursu.

Zadanie: W komentarzu zachęć mnie do przeczytania genialnej Twoim zdaniem książki, lub obejrzenia genialnego filmu. Miło widziane jako dodatek zareklamowanie dobrego bloga do czytania przed snem bądź też wspaniałego malarza do oglądania przy śniadaniu.

Czyli gdy zostawicie mi komentarz:
Jako nagrodę wybieram taką książkę, mój mail to...
Musisz przeczytać Przeminęło z wiatrem, bo...
Potem obejrzeć Fight Club, bo...
Sama wieczorami czytam http://szara-przystan.blogspot.com/ i podziwiam van Gogha
to macie strasznie duże szanse na wygraną! Co oczywiście nie oznacza, że osoba która zarekomenduje jedynie dobrą książkę, nie wygra.
Liczą się argumenty, uczucia i przekonujący wyraz literek!


A teraz najmilsza część, czyli nagrody.Wybieracie maksymalnie dwie książki spośród tych, które widać na zdjęciu wyżej.

Słowem, problem jest, bo kto wygra i ile tych nagród będzie, zdecyduje jedynie mój kaprys. Jednak mimo wszystko, zachęcam. Książki muszą znaleźć dom!

Ps. Tak, czytałam wymienione wyżej PzW, czytałam Dumę i uprzedzenie, Dary Anioła, Jane Eyre, Jeżycjadę, Amerykańskich Bogów, Wiedźmina i Władcę Pierścieni. Więc fajnie by było, gdyby tego typu powieści się nie pojawiały jako polecenia.

Musicie mi wybaczyć dobranie koloru czcionki na bannerku, ale jakoś dziwnie światło padło,a mi teraz najzwyczajniej w świecie nie chce się poprawiać. Nie musicie za to żadnych informacji o konkursie nigdzie umieszczać, chociaż nie ukrywam, że byłoby miło.

Co czytali Borejkowie?

Uwielbiam ludzi czytających w książkach! Tacy bohaterowie zaraz wydają się sympatyczniejsi, bardziej interesujący, warci uwagi. Od razu też chciałoby się im zajrzeć przez ramię, zobaczyć co dokładnie ich zachwyciło, sprawiło, że się śmieją, co ich inspiruje.
Nie kochałabym aż tak bardzo Alaski, gdyby nie jej Vonnegut i Biblioteka Życia. Juliet, Emma, one nigdy by nie miały takie uroku, gdyby nie zajmowały się pisaniem. 
Jednak gdy myślę o książkach w książkach zawsze na pierwszym miejscy są Borejkowie. To ich dom był wypełniony książkami, to oni czytali na każdej stronie, książki pożyczali, kupowali i prezentowali. 


Czytałam Jeżycjadę wiele razy i to właśnie jej lektura sprawiła, że potem zaczęłam szukać książek, które czytają moi ulubieni bohaterowie. Czasem te tytuły notowałam, czasem tylko zapamiętywałam. Jednak przyszedł czas, by wszystko zebrać w jednym miejscu.

Czytelniczki i Czytelnicy, inspirująca lista książek czytanych przez bohaterów Jeżycjady:

  1. "Ziele na kraterze" M.Wańkowicz
  2. "Odcięta ręka" B. Cendrars
  3. "Dzień tryfidów" J.Wyndham
  4. "Królowa Margot" A.Dumas
  5. "Feynmana wykłady z fizyki"
  6. "Polski młyn" Tischner
  7. "Minuta mądrości" A.de Mello
  8. "Kobiety w czasach katedr" R.Pernoud
  9. "Krystyna, córka Lavransa" S.Undset
  10. "Kubuś Fatalista i jego pan" D.Diderot
  11. "Hamlet" W.Szekspir
  12. "Sen nocy letniej" W.Szekspir
  13. "Fizjognomika" Arystoteles
  14. "Pożegnanie z Afryką" K.Blixen
  15. "Słoneczko" M. Buyno-Arctowa
  16. "Alicja w Krainie Czarów" L.Carroll
  17. "Pies Baskervillów" A.Conan-Doyle
  18. "Makbet" W.Szekspir
  19. "Nasza pani radosna" W.Zambrzycki
  20. "Witajcie w małpiarni" K.Vonnegut
  21. "Małe kobietki" L.M. Alcott
  22. "Emma" J.Austen
  23. "Robin Hood" (ale który? Chyba Wesołe przygody, chociaż pewna nie jestem)
  24. "Dziwne losy Jane Eyre"C.Bronte
  25. "Emilka" L. M. Montgomery
  26. "Rozmyślania" M.Aureliusz
  27. "Gorączka romantyczna" M.Janion (chyba najbardziej interesująca, w końcu Nutria określała ją jako ukochaną lekturą podróżną, a ja jej jeszcze nie czytałam!)
  28. "Miasteczko Middlemarch" G.Eliott
  29. "Wichrowe Wzgórza" E.Bronte
  30. "Krótka historia teatru polskiego" Z.Raszewski
  31. "Mitologia" J.Parandowski
  32. "Myśli" Seneka
  33. "Utwory zebrane" K.Wierzyński
  34. "Róża wiatrów" K.Wierzyński
  35. "Lekcje literatury" S.Falkowski
  36. "O krasnoludkach i sierotce Marysi" M.Konopnicka


Oczywiście, ta lista to taki skrót, przeszukałam jedynie Szóstą klepkę i zaczęłam Pulpecję, jednak taki reaserch zajmuje strasznie dużo czasu, bo nim się człowiek obejrzy, czyta powieść od początku. Dlatego zdecydowałam się jedynie zaufać własnej pamięci oraz notatkom czynionym w zeszycie kilka lat temu. I tak powstała lista. Słowem, gdyby ktoś jeszcze pamiętał o jakiejś książce czytanej przez Borejków, tudzież ich krewnych i znajomych, czekam na podpowiedzi.


A jacy są wasi ulubieni bohaterowie czytający książki?

PS. grafiki pochodzą ze strony oficjalnej Małgorzaty Musierowicz

Kwintesencja czytania, czyli o powrotach do książek.

Cary Grant
Post sponsorowany przez ulubionych aktorów czytających. 

Pamiętam kiedyś rozmowę ze znajomą, która opowiadała, że każdy tom Harry'ego Pottera przeczytała trzy razy. I zdziwienie innej koleżanki: Po co?

Właściwie? Zazwyczaj w blogosferze spotykamy się z poszukiwaniem kolejnych inspiracji, tworzeniem list nowych książek, autorów, tytułów, cytatów. Jesteśmy głodni nowych wrażeń i trudno odbierać to jakoś coś złego. Jest tak wiele książek i tak wiele pozytywnych głosów, że chociaż kawałek tego chcielibyśmy mieć dla siebie. Dlatego bierzemy udział w wyzwaniach, kupujemy kolejne powieści i czytamy z zapałem.

Jeszcze kilka lat temu u mnie wyglądało to całkowicie inaczej. Nie przeczytałam zastraszającej liczby książek w dzieciństwie. Czytałam jedynie ukochanych autorów, którymi była wypełniona półka w bibliotece czy moja osobista. I zazwyczaj odbywało się to w pewien ściśle określony sposób - przynosiłam do domu dziesięć książek i czytałam jedna po drugiej. A następnie wracałam do tych, które mi się spodobały. Najpierw tylko do ulubionych fragmentów. Potem do całości. I zanosiłam do biblioteki, przynosząc kolejne. Koło się zamykało. Czasem egzemplarze się powtarzały. To było jeszcze przyjemniejsze...
Żyłam tymi książkami, do dziś znam wiele z nich na pamięć, do dziś umiem cytować, wytykać nieuchwytne przy pierwszym czytaniu niuanse. Miały też one duży wpływ na moje życie. Inspirowane nimi były wszelakie zabawy, opowieści snute młodszemu rodzeństwu na dobranoc.

Gregory Peck
Teraz takiego cudownego systemu nie mam, w stosie czeka na mnie ponad setka książek. Jednak nawet teraz wracam, zdarza mi się przeczytać trzy razy w miesiącu jedną książkę, by wbiła się do głowy, bym mogła ją całkowicie zrozumieć. Nie każdą, nie zawsze. Czasem wpadam w ten stan, chciałabym tylko więcej i więcej, więc czytam jedną po drugiej, spiesząc się niezrozumiale, jakby ktoś miałby mi za nie ofiarować wielką nagrodę. A potem zaczynam rozumieć, że przez to mogłam tak wiele przegapić.

Oczywiście, nie każda książka jest warta tego, by do niej wrócić. Nie do każdej mam chęć wracać, niektóre już przy pierwszym czytaniu odrzucają mnie i dochodzę do wniosku, że najlepiej po prostu przerwać lekturę. Po niektóre potem sięgam i odkrywam, że jednak one są piękne, a ja wtedy byłam za mała czy w złym nastroju. Tak było na przykład z Anią z Zielonego Wzgórza. Uwielbiałam kolejne tomy, jednak ten pierwszy był dla mnie twierdzą nie do zdobycia. Aż w końcu kiedyś przeczytałam. Pierwszy, potem drugi i trzeci raz. Do dziś to jedna z moich ulubionych książek.

Czasem też ze zdziwieniem odkrywała, jak z dana książka, opowiadanie czy baśń ze mną dorastała. W wieku lat dziesięciu dostępna jest dla nas jedynie wierzchnia warstwa, a im dalej wypływamy, im więcej doświadczamy wewnętrznie i zewnętrznie, tym bardziej otwierają się przed nami zamierzenia autora. Ostatnio czytałam sobie przed snem baśnie Andersena. Po raz kolejny. I przeczytałam tak znaną i cenioną "Dziewczynkę z zapałkami". I po raz pierwszy odkryłam te gwiazdy, jakie Artysta tam dla nas schował. I zrozumiałam, że to wcale nie jest smutna historia. Chociaż jeszcze kilka lat temu byłam tego pewna.

Clark Gable
Niestety, w drugą stronę też to działa. Jesteśmy zachwyceni w dzieciństwie czy młodości książką, a gdy po latach wracamy, nie ma tam nic. Nawet cudowne wspomnienia nie umieją załagodzić bólu, rozczarowania i świadomości, jak wiele niektórym książkom brakowało, jak się nie udało autorowi. Wpisane w życie ryzyko zawodowe.

Jednak przecież dobrze wiem i czuję, że warto. Warto wracać do książek, dorastać do nich i zastanawiać się nad nimi. Do tego nieszczęsnego Klub Pickwicka, który przeczytałam w wieku dziesięciu lat i za dużo z niego nie pamiętam, do Przeminęło z wiatrem, które cały czas wywołuje emocje, do Jane Eyre ulubionej. Ja tam niedługo powrócę. I zapewne znajdę coś nowego. I bardzo prawdopodobne, że mi to pomoże...

Wiadomo, że kolejna lektura nie dostarczy nam tylu emocji, co pierwsza, że nigdy nie będziemy cieszyć się jak dziecko przy kolejnych stronach i wydarzeniach. Jednak, już kiedyś Plich pisał:
„Książek nie czyta się po to, aby je pamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać." Bezpowrotnie utracona leworęczność
A jeszcze starsze i mądrzejsze niż Jerzy Plich przysłowie chińskie mówi:
"Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem."
Nie jestem w stanie wrócić do wielu książek, które czekają na mojej półce. Czasem przypominam sobie tylko ich fragmenty. Jednak wierzę, że kiedyś będzie na to czas. A na razie wracam do tych, do których najbardziej tęsknię. Pamiętam słowa Szekspira, staram się jak najwięcej czerpać z tego, co oferują mi książki.

A Wy? Wracacie?
Wiem, że niektórzy nie. Więc zdradźcie mi, dlaczego. Czy nie czujecie czasem, że  nie zrozumieliście książki i musicie do niej wrócić? Że tak ją kochacie, że musicie do niej wrócić? Budzicie się z historią przed oczami i wiecie, że musicie wrócić do książki, w której ta historia się wydarzyła?

* * *
-zdjęcia z googla
-podpisy zdjęć z głowy
-cytaty ze znanej strony książkowej

Oscary na literackiej ścieżce

...czyli krótki przewodnik oscarowy dla mola książkowego.

Wiadomo bowiem, że nie wszyscy będą oglądali przez najbliższy miesiąc filmy nominowane do Oscarów, rozmawiali o szansach ukochanych aktorów, by wreszcie 2 marca nie spać całą noc podziwiając przepiękne suknie i ciesząc się czy smucić, gdy cały świat pozna wyroki Akademii.Wykręcą się brakiem zainteresowania, czasu, chęci czy może stwierdzeniem, że Oscary zawsze dostają filmy dobre, choć nie genialne [Mery wyznaje ostatnią zasadę.] i dadzą szansę tylko na najbardziej interesującym produkcjom.
Rasowy czytelnik może zaś dojść do wniosku, że literatura to o wiele bardziej wzniosła dziedzina sztuki i filmami jako takimi nie będzie się przejmował. Biedny czytelniku, w jakim ty błędzie jesteś! A wbrew pozorom, film może skrywać wiele zagadek literackich, które mól książkowy z zapałem będzie śledził i którymi będzie się cieszył jednocześnie odkrywając jak cudowne filmy są same w sobie. W tegorocznych nominacjach na przykład znalazło się wiele filmów ściśle bądź trochę luźniej powiązanych z literaturą. 
Zapraszam na krótki przegląd.
Po kliknięciu na tytuł filmu przeniesiecie się na jego stronę.


Ekranizacje książek opartych na faktach
Ulubieńcy Akademii, nominowani zazwyczaj w najważniejszych kategoriach i zdobywający najwięcej statuetek, co nie zawsze przekłada się potem na popularność. Scenariusz pisany jest na podstawie historii bohatera czy znanego (zazwyczaj w Ameryce) człowieka, film okraszony plejadą gwiazd, a efekt tego zawsze jest jeden - książka na której oparta jest ekranizacja dopiero wtedy zyskuje poparcie czytelników.

Mery doszła do wniosku, że po co pisać więcej o tych filmach, jeśli interesująco zapowiada się jedynie Tajemnica Filomeny, a wszystkie inne określić można jako interesujące, lecz nie aż tak by biec na nie do kina. Gdyby ktoś czekał na książki - w wydawaniu takich pozycji w Polsce 'specjalizuje si'ę ostatnio Otwarte. 


Ekranizacje bestsellerów
Bardzo popularne i przede wszystkim, wyczekiwane przez większość czytelników. Niestety, o Oscary będą walczyły jedynie w dalszych kategoriach, jednak już sam fakt, że oparte są na wspaniałych książkowych pierwowzorach, czasem zekranizowane lepiej czy inaczej, czy po prostu z ulubionymi aktorami grającymi główne role. Do kina iść trzeba, albo chociaż w zaciszu domowym obejrzeć, bo jest i II wojna światowa, i Rush, i Di Caprio i Jackson, i Miyazaki.

Mery podpowiada, że jeszcze ze względu na Carey Mulligan czekano na Wielkiego Gatsby'ego, chociaż nie oszukujmy się, Mery jest jedną z niewielu osób, które dla tej młodziutkiej aktorki obejrzą ekranizację.

Filmy związane z literaturą.
To historie bardzo literackie, może nie cieszące się wielkim uznaniem Akademii, jednak z punktu widzenia wielbicieli, bardzo interesujące. W tym roku opowieść, gdzie w głównych rolach Walt Disney i autorka Mary Poppins, oraz ich wojna o ekranizację przygód pewnej sympatycznej niani, (główne role powierzono Tomowi Hanksowi i Emmie Thompson). Drugi z nich to historia romansu Karola Dickensa z młodą aktorką. Niestety, w Polsce kina udają, że nic o nim nie wiedzą. 

A ekranizacja o której opowiada pierwszy film sama w sobie też ładna. Mery poleca, chociaż większość zapewne zna. I w ogóle w tym pierwszym filmie, na drugim planie Colin Farrell i Ruth Wilson w strojach z początku XX wieku, co musi wyglądać bardzo dobrze. 

Na coś czekacie?

W cieniu...

Przewracam kolejne strony "Winter Journal" Austera, ciesząc się każdym nieznanym i znanym słowem. Magia czytania w języku obcym - nieuchwytne, nieprzetłumaczalne gry i uśmiechy. Szczególnie, gdy autor jest jednym z ulubionych, umie układać słowa i dobierać tak, by znaczenie na pozór banalne, przepuszczało myśli jak pryzmat - we wszystkich kolorach, na wszystkie strony.

Zaraz jednak zachwyt wędruje dalej. W stronę tych, o których tak często zapominam, o których za wiele się nie mówi, którzy pracują w ciszy, gdzie swój talent oddają książkom, stającym się później ulubionymi, stojącymi na najwyższej półce czy może przy łóżku, by towarzyszyć nam w różnokolorowych chwilach. Zawód – tłumacz. Zawód – przewodnik przez najpiękniejsze krainy.

Na myśl przychodzi zaraz pani Teresa Chłapowska. Rzeźbiarka, w czasie wojny przetrzymywana na Pawiaku, jednak przede wszystkim kobieta, która wprowadziła nas do Doliny Muminków. W tych cudownych tomach zostawiła cząstkę siebie, co do tego nie ma wątpliwości. Potem w głowie pojawia się pani Skibniewska wędrująca po Śródziemiu, pani Świderska, która przedstawiła nam Jane Eyre, pani Wyszomirska i jej spacery po światach Lindgren, pan Słomczyński z Alicją, pani Przedpełska-Trzeciakowska z panną Austen. Gubiące się w tłumie nazwiska ludzi pokazujących nam miejsca magiczne. Teraz brzmiące może bezosobowo, jednak gdy wyciąga się po raz kolejny zaczytany tom, coraz większą sympatię i szacunek czuje się do nich.

Tak, pamiętam. Pani Irena Tuwim i ukochany Kubuś Puchatek. Wzór, niedościgniony ideał dla tłumaczy. Nasza Księgarnia jakiś czas temu sprawiła czytelnikom cudowną zabawę – wydała Kubusia dwujęzycznego. Na jednej stronie mruczanka w zgrabnych angielskich słowach, na drugiej w puchatych polskich. A zaraz za tym cudownym tomikiem dużo poważniejszy pan Barańczak i jego Szekspir. I podobna radość (szczególnie gdy do tego duetu doda się przekład pana Paszkowskiego), smakowania pojedynczych zdań w oryginale i różnych polskich odpowiednikach, nie mniej zgrabnych.

Stanisław Barańczak
Jednak takie czytania dwujęzyczne, nie zawsze jest dobre. Zaraz nasuwa się podstępne pytanie: Jaką wydanie Ani Shirley macie na półce? Nasza Księgarnia, koniec lat 80? Ja też, bo przecież pierwsze, jedyne, najlepsze. Ale nie od dziś wiadomo, że imiona tam pozmieniane, że Ewa, Julianna, ciocia Misia, że fragmenty niektóre powycinane [tutaj malutki post o zmianach w jednej części]. Jednak sama książka, jakie cudeńko. A potem, gdy czyta się oryginał, jak przyjemnie jest znajdować różnice! I jeszcze jedno o pani Rozalii – była artystką i w jej książkach Montgomery jest czar i klimat. Chociaż za dziesięć, dwadzieścia lat nikt nie będzie już o tym pamiętał, bo ostatnio nowe, masowo produkowane tłumaczenia są, to warto, byśmy my pamiętali.*

Najdziwniej przedstawia się sprawa tłumaczenia poezji. Jeśli mówimy, że tłumacze zostawiają w książkach cząstkę siebie, to wiersz wręcz zyskuje drugiego autora. A że zazwyczaj z jednym autorem przeładowany jest emocjami, to nie wiemy, jak wielka była metamorfoza, gdy przekładali go nasz język. Może dlatego sama zazwyczaj sięgam po polskich poetów, niepewnie czując się u obcokrajowców. I może dlatego z zagranicznych lubię haiku, bo sprawdzić sobie można, bo miłe są i po polsku, i w niezrozumiałym oryginale. I może dlatego angielskie wiersze czytam po angielsku, chociaż czasem lubię Rilkego po polsku. Zresztą Emily też. Czasem. No i jest coś jeszcze – Nash i Barańczak. Oni akurat razem smakują najlepiej. Ale jak zawsze, coś musi się nie zgadzać, by była zasada. Nawet literacka.

Tłumacze… Miał być krótki wpis, taki by przypomnieć, by pamiętać. Może tylko dla mnie, może też dla was. Bo przecież pojedynczych tłumaczy pamiętacie, prawda? (chociaż tłumacze książek współczesnych… nie pamiętam nikogo, może dlatego, że teraz tak dużo ludzi zna tak dużo języków). I trzeba zakończyć jednym: tłumaczenie, forma sztuki. Tłumaczył Kochanowski, Miłosz, Boy-Żeleński, Stachura. I dzięki nim, książka jest jakby podwójnie artystyczna. Chociaż w drugą stronę też to czasem działa.…


*Ktoś czytał nowe przekłady Montgomery i umie powiedzieć, czy widać dużą różnicę?

źródło pierwszej, drugiej i trzeciej grafiki

"Moje życie upływało pod znakiem książki" (Z.Rabska "Moje życie z książką")


Tę podróż zapamiętam do końca życia. Wędrowałam po Warszawie międzywojennej, Paryżu, Londynie, Brukseli, Zakopanem. Na każdym kroku spotykałam znanych autorów tamtego okresu, bibliofilów, znawców, pasjonatów. Jednak najważniejsze były one  - książki.

Zuzanna Rabska była poetką, pisarką, jednak przede wszystkim bibliofilką. Wychowana w domu pełnym książek, w miłości do książek, całe życie spędziła czytając, rozmawiając, opowiadając i szukając książek. Rok przed śmiercią, gdy większość bliskich jej osób zabrała wojna, postanowiła i przed nami otworzyć swój świat. Więc i ja... zapraszam.



Gdy odsłonicie firankę i wyjrzycie przez okno, zobaczycie piękne, gwarne ulice Warszawy. Jednak skarby kryją się we wnętrzu. W kamienicach, antykwariatach i wielkich bibliotekach. W długich rzędach stoją książki. Pierwsze wydania, białe kruki, oprawione ze znastwem i smakiem, ale również te najnowsze, podarowane przez przyjaciół-autorów z dedykacjami, zabawnymi wierszykami i innymi oznakami sympatii.

Nie inaczej jest w domu państwa Krausharów, gdzie wśród poetów i autorów pierwsze kroki stawia malutka Zuza. Od najmłodszych lat obcując z książkami, a dzięki rodzicom poznając również osobiście wspaniałych autorów - na kartach śledzimy zabawne spotkanie z Bolesławem Prusem, wspomnienia z rozmów z Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem, Kornelem Makuszyńskim, Leopoldem Staffem. W szkole również spotyka ludzi, którzy na dobre zapisali się w historii polskiej literatury, m.in. Bronisławę Ostrowską. Dorasta, niekiedy gusta książkowe się zmieniają, jednak zawsze opasłe tomy towarzyszą jej, będąc podporą, przystanią spokojem.

Między opisy wypraw do antykwariatów, zabawnych anegdotek literackich i niespodziewanych spotkań jednak wkrada się wojna. Najpierw pierwsza, a potem druga, najkrwawsza, głodna, przestraszona. Tego czasu książki przetrwać nie mogła. Bibliofile starali się je ratować, ukrywać swoje zbiory, liczące po kilka tysięcy woluminów. Nie zawsze się udawało. Tak samo, jak nie zawsze udawało się ocalić ludzi...

Piękne są te historie, opowiadające o powstaniu Towarzystwa Bibliofilów Polskich, spotkaniach towarzyskich, dyskusjach, śniadaniach literackich, nowych perełkach ukazujących się na rynku. Opowieści oddychają cudownym powietrzem zakurzonych bibliotek. Świat rysujący się przed nami, wydaje się wręcz nierealny, tak wspaniały, że prawdziwym być nie mógł. Był, istniał i ludzie w nim chłonęli kulturę, kochali literaturę. Jednak tak jak wojna przykryła wiele wspaniałych książek, spaliła, zniszczyła. Tak samo w naszej pamięci zabrakło miejsca dla tej pięknej historii w dwóch tomach. Zapomniane, skrywające piękne opowieści książki pani Rabskiej powinny być wreszcie odkryte...

"Moje życie z książką" Z.Rabska, Ossolineum, 1964

Spotkanie lubelskich bloggerów książkowych i kolejne książki

Wreszcie ktoś pomyślał i zorganizował spotkanie również dla Lubelskich Bloggerów. Tym kimś była Edith, która tworzyła plakaty, pisała o tym na blogu, fejsbuku i wreszcie zebrała grupkę chętnych osób. Pełna obaw czy mi się uda (najbliższe cztery tygodnie będą strasznie zalatane) i ja wpisałam się nawet na listę uczestników. Wreszcie nadszedł 6 kwietnia, dzień naszego spotkania. I okazało się, że uda mi się dotrzeć!

Wyjechałam wcześniej (planowane było poszukiwanie butów i sukienki na coś co się zwie ŚlubZaTrzyTygodnie i drugiej takiej pary na coś co się zwie NadchodzącyGimbal - skończyło się kupnem książek kolejnych, sklepy odzieżowe są strasznie nudne), około czternastej trafiłam na Stare Miasto i wreszcie tam gdzie trzeba było, czyli do malutkiej księgarnio-kawiarni "Między słowami" . Miejsce idealne strasznie, strasznie.


Punkt 14.30 wszyscy się zeszli, połowa diabelsko zestresowana (no dobrze, ja byłam zestresowana strasznie, a inni... Kasiek na pewno nie ;)), jednak po zrobieniu pozowanego zdjęcia i wyłożeniu książek na stoliki, atmosfera zelżała, zaczęły się  pierwsze rozmowy i tutaj właśnie powinno wejść coś co się nazywa nieśmiałe spoglądanie spod grzywki, jednak większość z nas tej grzywki nie miała, więc spoglądano nieśmiało spod rzęs.

Spoglądano spod grzywek (tfu, rzęs)  i rozmawiano o wszystkim: ebookach, audiobookach, pracy w bibliotece (i jej braku), spotkaniach autorskich, współpracach, blogach, recenzjach bez czytania książek, bardziej znanych autorach, wszystkim.
Były oczywiście książki, były prezenty od wydawnictw (Erica, Zwierciadło i Novae Res), były wymiany...

Dwie i pół godziny (jeśli dobrze liczę, za co nie ręczę, na spotkaniu za wiele osób dobrze nie liczyło...), które zleciało w oka mgnieniu. Bardzo sympatyczne dwie i pół godziny. Dwie i pół godziny które zdecydowanie trzeba jeszcze kiedyś powtórzyć.

Mądry człowiek wymyślił takie spotkania. Mądra Kobieta zorganizowała nasze spotkanie. Spotkanie miłe, z osobami, które uwielbiają czytać. Dzięki, dziewczyny.:) No i teraz chyba wszyscy szykujemy się na Targi Książek w Warszawie. Kto się wybiera?

Wszystkie zdjęcia ze Spotkania są dziełem Edyty

* * *
Z Lublina coś przywiozłam, choć oczywiście staram się pilnować w tym szaleństwie zakupowym. Proszę państwa, stosik z dedykacją dla Karolki:


Idąc od dołu widzimy "Potęgę nadziei" pani Rivers, wygraną w konkursie na najlepszą recenzję tygodnia. Dalej ulubione Millenium, a raczej jego ostatnia część, czyli "Zamek z piasku, który runął" pożyczone od Złego Ludzia. Na razie jego czytanie nie idzie jakoś burzowo, chyba po połknięciu dwóch tomów przyda się chwila przerwy. "Ruth" E.Gaskell to jedyne recenzenckie cuś w tym stosie, od wydawnictwa MG. "Gwiazd naszych wina" natomiast to prezent od siebie dla siebie na urodziny z którym spędziłam wczorajsze przedpołudnie i co zaowocowało kompletnym nieprzygotowaniem się do szkoły. Kolejnym prezentem od siebie dla siebie są "Ostatni świadkowie", którzy musieli wreszcie znaleźć się na mojej półce. Wojna oczami dzieci!
Druga część stosu wymaga drugiego akapitu, bo jest to część która przyszła w jednej paczce i która jest źródłem niepohamowanej radości. Marinina ulubiona ('Ukradziony sen"), zapewne znajdzie się przy łóżku tuż przed egzaminami w ramach odstresowania. "Iskry z popiołów", czyli opowiadania polecane na stronie pani Musierowicz. "Zaczarowane miejsca" - książka Krzysia od Kubusia Puchatka (a dokładnie Christophera Milne), która od dawna była na mojej liście wymarzonych. "Kwatera Bożych Pomyleńców" - perełka. Szkoda, że tak mało popularna (dziękuję tutaj wszystkim Dobrym Ludziom dzięki którym się o niej dowiedziałam). "Błękitny zamek", czyli wreszcie mam i nikomu nie oddam! Na samym szczycie "Poskramianie demonów" S.Jackson - moje postanowienie odkąd dołączyłam do wyzwania Tydzień bez nowości (chociaż tak wciągnęłam się w to wyzwanie, że teraz praktycznie nie widuję nowszych książek niż wydanych przed 2000 rokiem ;)). Na zdjęciu brakuje jeszcze dwóch pozycji, jednak pominę milczeniem miejsce w którym one się aktualnie znajdują...

O książkach trochę starszych, czyli chyba reklama...

"Fishing in the spring" van Gogh
Nie jestem zbyt towarzyskim Bloggerem. Pojawiam się i znikam, nie odpowiadam na maile, a potem piszę godzinami. Podobnie jest z odwiedzaniem waszych blogów. Najczęściej szybciutko przewijam i lustruję wzrokiem listę klikając w linki tych, którzy zainteresowali mnie na prawdę i od razu. Innym razem metodycznie, powolutku z chirurgiczną precyzją siadam, idę po kolei listą, czytam wszystko. Nie zawsze komentuję, bo chociaż uwielbiam mówić i pisać, czasem po prostu nie ma co, a zdanie: na pewno przeczytam czy na pewno nie przeczytam nie są tym co chcielibyście chyba widzieć, prawda? Poza tym, często nawet nie wiem co sądzić o książce.
Metodyczne studiowanie ma jednak jedną zasadniczą wadę. Po jakichś dwudziestu blogach mam wrażenie, że czytam o jednym i tym samym. Michalak, Zafon, wydawnictwo J+G, podstawowe nowości. Człowiekowi w głowie się zaczyna kręcić, wszystkich autorów najchętniej wyrzuciłby z głowy i dziwi się, jak można zachwalać wszystko cały czas. Są jednak też takie blogi, na których tego komercjalizmu nie widać, nie widać tych bestsellerów, znajdziemy za to wspaniałe perełki gdzieś zakurzone, zapomniane, albo dawno temu czytane. Odkrywa się takie miejsca i już zostaje. Chyba każdy z Was ma takie blogi, które można czytać i czytać. Albo w których urzekły was pojedyncze recenzje zakurzonych książek. Ja mam taką, moja piątka:
Lektury Lirael - to jeden z tych blogów gdzie trudno uświadczyć nowości, a paranormali i upadłych aniołów nie znajdziecie za żadne skarby. Lirael zaczarowała mnie szczególnie recenzją autobiografii Edith Nesbith i opowieścią o Irenie Tuwim (oraz jej bracie, a jakże).
Wyspa książek - chyba najbardziej na tym blogu urzekają mnie lektury dziecięco-młodzieżowe. Cały czas jestem ich wielką fanką, mogłabym je czytać godzinami, a to jest jedno z tych miejsc, gdzie można je odkryć...
Jedz, tańcz i czytaj - blog Lilybeth odstaje od swoich poprzedniczek. Znajdziecie tam wszystko. Jednak to Lilybeth jest założycielką cudownego bloga Klasyka Młodego Czytelnika i to ona stworzyła listy tam umieszczone, pełne tytułów i inspiracji. To ona jest autorką wielu tekstów o tytułach pensjonarskich, młodzieżowych lat 70. i dziecięcych. Coś niesamowitego.
Moja Pasieka - u Kasi można również znaleźć wszystko, bo Kasia wiele książek lubi. Jednak strasznie dużo i tam jest staroci. Staroci, których Kasia za starocie nie uważa, jednak ja dobrze wiem, że gdybyście zobaczyli niektóre tytuły, byłoby to wasze pierwsze spotkanie z tego typu lekturą.
Książkojady - blog jednego tekstu, przynajmniej na razie. Odkryłam go dopiero dzisiaj, jednak pierwszy post muzyczny i już się zakochałam. Jeśli Pieguska czyta takie książki, jakich słucha piosenek, to polecam w ciemno. Jedna dla Was:

Właśnie na moim blogu zaistniała reklama. Coś, czego bym nigdy nie chciała, czego nie cierpię i co kojarzy mi się z hałasem. Jednak nie tym razem. Po prostu, chciałam was zachęcić, zajrzyjcie tam, warto.
Nie chcę w ten sposób dać do zrozumienia, że blogi na których możemy poczytać o nowościach są beznadziejne. Nie, przecież każdy czyta to co lubi, przecież wielu z Was większość tamtych książek ma za sobą, przecież czytacie wszystko. Przecież ja też szaleję na punkcie niektórych nowości. Jednak nie zapominam o starszych pozycjach. Wy zapewne też. Dlatego podzielcie się i Wy blogami czy linkami do tekstów z których czerpiecie inspirację i nowe tytuły, o których zapewne nikt już nie pamięta.

Nawiązując jeszcze do dobrych, starych książek.
Jakiś czas temu Maya wyszła z propozycją stworzenia Listy Książek Bloggerów na której miały znaleźć się "...naprawdę dobre pozycje. Takie, które mają wartość literacką i których jedyną zaletą nie jest to, że "szybko się czytają". Niech to będą książki, które wpłynęły na Was, poprzestawiały w głowie i emocjach, rozszarpały i wypluły, rozerwały i zostawiły w takim stanie, że trudno było się poskładać. Niech to będzie lista książek dobrych, a nie tylko fajnych i takich nawet, nawet."
Lista powstała i powstaje cały czas. O wszystkim można przeczytać tutaj i oczywiście dołączyć. Bo Bloggerzy przecież czytają wartościowe książki!

Mery

The Versatile Blogger, czyli trochę o autorce bloga

Zazwyczaj bronię się rękami i nogami przed łańcuszkami, jakoś pewniej czuję się, opowiadając o książkach. Lecz tym razem zmiana, nominowana przez Nikę (za nic nie nauczę się twojego nowego nicku) opowiem coś o sobie.

Zasady:
Każdy nominowany Blogger powinien:
-podziękować każdemu nominującemu Bloggerowi u niego na blogu
-pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie na blogu
-ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
-nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
-poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów

* * *

1. Jestem osobą, która uwielbia się kłócić i stawiać na swoim. Z tego powodu od dawna nie widziałam wzorowego zachowania na świadectwie (z nauczycielami też się nigdy nie dogaduję), a kiedyś nawet byłam straszona psychologiem za namawianie koleżanek do złego zachowania (czyt. buntowania się przeciwko wychowawcy) i zaniechania nauki.

2.Uwielbiam oglądać wszelakie mecze siatkarskie i sport ogólnie. Z tego też wzięło się marzenie o zostaniu komentatorem sportowy i na fali tego zainteresowania  w piątej klasie nauczyłam się najważniejszych wyników w historii Igrzysk Olimpijskich, wszystkich polskich medalistów i przeróżnych rekordów. Niestety, teraz tego tak dokładnie nie pamiętam, ale kto by trzymał w głowie czas z jakim w 1908 roku faceci biegali na 100m...

3. Od zawsze byłam osobą towarzyską, jednak ostatnio, chyba na fali przerażenia, chowam się trochę częściej w domu.Czasem trudno odnaleźć mi się wśród rówieśników, którzy zazwyczaj dążą ku dorosłości. Jestem typowym marzycielem i dlatego też nie zawsze znajduję z nimi wspólny język, bo marzenia cały czas mam dziecięce (przepraszam, ale mi zostało) i okropnie naiwne (nie jest miło, gdy cię z tego wszystkiego obdzierają, wprowadzając w dorosłość). Jednak te godziny samotności nie przeszkadzają mi zbytnio, raczej odprężają.

4.  Uwielbiam księżyc. I drzewa. Dwa czynniki, które mnie uspokajają, pojawiają się w każdym moim rysunku. No i pełnia. W wampiry i inne dziwy nie wierzę, jednak pełnia nastraja mnie optymistycznie (najbliższa 27 stycznia - pełnia Wilczego Księżyca), dzięki czemu mam o wiele lepszy nastrój.

5. W drugiej klasie podstawówki miałam okres, gdy bawiłam się w ulubione postacie książkowe. Ze strychu ściągnęłam stare spódnice i bluzki w których chodziłam z koleżanką, czasem nawet po ulicy. Któregoś dnia stanęłyśmy na balkonie i przez kilka godzin krzyczałyśmy do każdego przechodnia, by uratował dwie księżniczki...

6.Pisanie to już część mojego życia. Najpierw kroniki sportowe i sprawozdania z meczów, potem pamiętniki, teraz blog i przeróżne notatki... Zawsze gdy jestem roztrzęsiona i zdenerwowana, piszę co mi ślina na język przyniesie, co uspokaja mnie do kwadratu.

7. Jestem osobą strasznie zapominalską, nieodpowiedzialną i zasypiającą. Zapominam o wszystkim (zazwyczaj do szkoły), dlatego też czasem aż strach mi coś powierzyć. Śpię wszędzie. To moja pasja. Nawet książki jej nie przebiją (a koleżanka do dziś wypomina mi jak zasnęłam na matematyce i zostałam wywołana do tablicy...). Co za spaniem idzie, spóźniam się gdzie popadnie. Niektórzy nawet nie mówią mi prawdziwej godziny spotkania, a 15 minut wcześniejszą, bo wiadomo, że i tak będę po czasie...
* * *
A sama z chęcią dowiedziałabym się kilku faktów na temat: Black, Kingi, Oli123, Blueberry  i Snajperka.

Top na maksa

źródło


Rozleniwiona pogodą i zachęcona przez Soulmate postanowiłam również wziąć udział w Topie na maksa, którego całą ideę opisano tutaj. Wydaje się nie być nic trudnego w wyborze dziesiątki najlepszej na lato. To nic, że ma składać się z książek, których pięć minut już minęło. W tym względzie aż tak strasznie nie odstaję, też mam swoje ulubione, jeszcze nie przepadłam w stosie nowości. Mimo wszystko, wybór nie był najłatwiejszy. Mam jednak dziesiątkę idealną na lato:






"Piosenki prawie wszystkie" Jeremi Przybora - piękny zbiór tekstów jednego z moich ulubionych autorów. Niezapomniane przeboje Kabaretu Starszych Panów, teksty na prawdę zapadające w pamięci.I ten, który musi zawsze lecieć podczas Świąt, czyli "Na całej połaci śnieg" (wiem, zrobiło się zimowo), i "Wesołe jest życie staruszka", i co ja mam wymieniać dalej, przecież każdy wie, że "Piosenka jest dobra na wszystko" (na lato też!)

"Rodzina Szkaradków i ja" N.Rolleczek - jak ja zaśmiewam się zawsze przy Judytce. I jak zawsze wyobrażam sobie minę Danieli gdy dziewczyna proponuje jej mieszkanie.Książkę mam w jednym tomie razem z drugą pozycją tej autorki - "Rodzinne kłopoty i ja". Obydwa tytuły polecam serdecznie i cały czas ubolewam, że nie miałam okazji czytać pierwszej części trylogii "Kochana rodzinka i ja".

"Szaleństwa panny Ewy" K.Makuszyński - jak już wspominałam pod postem Soulmate, jestem wielką fanką tego pana, a ten tytuł od zawsze i niezawodnie poprawia mi humor. Nie umniejszając zasług "Szatanowi z siódmej klasy", "Awanturze o Basię", "Pannie z mokrą głową", czy pozycjom dla troszkę starszych, czyli np. "Perły i wieprze", to do tej książki najczęściej wracałam.

"Ogary Gabriela" M.Stewart - co prawda, czytałam tylko raz, jednak wspominam bardzo miło i z chęcią w tym roku przypomniałabym sobie ją po raz kolejny. Indie, trochę tajemnicy, odprężający romans, to wszystko jeszcze nie takie schematyczne jak teraz. Miło się czyta.

"Klin" Joanna Chmielewska - ja wiem, że najlepszy jest "Lesio", że "Wszystko czerwone" i tak dalej, a "Klin" taki nie wiadomo jaki... Jednak i tak najczęściej wracam do tej ostatniej książki, wprost ją uwielbiam. Tamten absurd świetnie do mnie przemawia i chociaż bardzo lubię wiele innych  książek Chmielewskiej, to wybór pada na tę.

"Żona piekarza" M.Pagnol *- cóż, aktualnie ma swoje pięć minut wraz z innymi książkami tego autora ("Czas tajemnic" oraz "Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki"), chociaż nie takie strasznie głośne. Jednak na miejsce w topie wszystkie trzy zasłużyły sobie bezapelacyjnie.

"Tajemnica zielonej pieczęci" H.Ożogowska - kolejna książka, którą można czytać bez względu na wiek z takim samym zainteresowaniem.Jeszcze kilka lat temu zaczytywałam się w niej po kilka razy!

"Nutria i Nerwus" Małgorzata Musierowicz - polecam całą Jeżycjadę, jednak nad jezioro jedzie zawsze ta książka. Względnie "Ida sierpniowa". Albo "Kwiat kalafiora". Zresztą wybierajcie sami spośród tych 18 tomów (w październiku "McDusia"!)

"Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic" Z.Nienacki - tutaj jak wyżej. Polecam całą serię o panu Tomaszu, kto co lubi. Francja, wakacje nad jeziorem, może Praga... Do wyboru, do koloru:)

"Trzech panów w łódce nie licząc psa" Jerome K.Jerome - co prawda jestem dopiero w trakcie czytania, jednak już teraz polecam. I to bardzo gorąco.

Do dalszej zabawy zapraszam: Azumi, Lilybeth,  Miqę i Natulę.

Autor polski znaczy gorszy?

Jak to jest? Idąc do Empiku, jesteśmy zasypywani książkami.W pierwszej dziesiątce bestsellerów znajdziemy Zafona, Murakamiego, Evansa, Collins...a Polacy? Dlaczego wśród tej najlepiej się sprzedającej dziesiątki nie ma miejsca dla naszych rodaków? Dlaczego jeśli już jakiś tytuł się trafi to jest on niestety albo autobiografią znanego celebryty, albo rozmowami czy zbiorem felietonów? Dlaczego zaczęliśmy stawiać Polaków niżej niż zagranicznych autorów?

W związku z tym przypomina mi się wywiad z panią Agnieszką Hofmann, który przeprowadziła Zbrodnia w bibliotece.

ZwB Ciekawi mnie też obecność polskich kryminałów w Niemczech. Wiem, że kilku naszych autorów zostało przetłumaczonych. Ale czy jest tego jakieś pozytywne echo? Czy Niemców interesuje nasza literacka zbrodnia?
Agnieszka Hofmann Niestety, niewielu Polaków przebija się na tutejszym zagęszczonym rynku. Pewien sukces odniósł Krajewski i jego cykl wrocławski, przed paru laty wydawano Chmielewską, pojawił się i przemknął bez większego echa Miłoszewski i jego Uwikłanie oraz Konatkowski, który wydał nawet dwie pozycje z serii warszawskiej. Znacznie większe sukcesy odniosły nasze dwa asy fantastyki – Stanisław Lem jest obecny w każdej, najmniejszej nawet księgarni, a i Sapkowskiego nie brakuje na księgarskich półkach i w domowych biblioteczkach, pośród najznamienitszych nazwisk fantasy.[cały wywiad]

Cóż, my przebić się nie możemy. Szkoda, jednak czemu tu się dziwić, jeśli sami uważamy literaturę polską za gorszą? Dlaczego czasem rezygnujemy z książki tylko dlatego, że została napisana przez naszego rodaka?* U nas przebijają się jedynie tacy pisarze jak wyżej wymienieni. Z "większego" zaistnienia na polskim rynku ostatnich lat pamiętam tylko Kosika,  Lingas-Łoniewską i Krajewskiego (pamięć zawodna jest, mogę się mylić jednak jak żywo nie przypominam sobie kogoś kto zadebiutował, prócz nich, udanie na polskim rynku w ostatnich latach).

A dlaczego akurat teraz o tym wspominam? Bo miałam okazję przeczytać (dzięki Meow) bardzo ciekawy wywiad z panią Dorotą Malinowską - Grupińską (dostępny tutaj). Proszę, zapoznajcie się z nim. A potem... czas chyba poznać nowych polskich autorów! Przynajmniej ja mam taki plan!
Pozdrawiam!

*Jak niektórzy to błędnie odebrali, wcale nie namawiam do rezygnowania z książek zagranicznych autorów . Po prostu wiele osób (w tym niestety ja) widząc polskie nazwisko na okładce mają większe uprzedzenia by po tę książkę sięgnąć, niż gdyby dana powieść była opatrzona nazwiskiem autora zagranicznego. Więc nie bójmy się sięgać po polskich autorów, nie traktujmy ich jako gorszych niż zagraniczni.A z patriotyzmem to nie ma nic wspólnego.
źródło obrazka

O ciszy podczas czytania...

Zamiast Tyrmanda będziecie mieli dziś kolejną blogową zabawę. Za zaproszenia dziękuję Miqaisonfire i Blueberry

Zasady:
1. Każda otagowana osoba musi odpowiedzieć na swoim blogu na 11 pytań przyznanych im przez ich "Tagger'a"
2. Następnie wybrać 11 nowych osób do tagu i zadać im 11 pytań.
3. Nie powinno się tagować ponownie osób, które już brały udział w zabawie.

Pytania od Blueberry:
1. Lato czy zima? Zima
2. Wakacje aktywnie czy nad basenem? Aktywnie
3. Hiszpania czy Włochy? Włochy
4. Ognisty temperament czy wewnętrzny i zewnętrzny spokój? I jedno i drugie
5. Teatr czy kino? Kino
6. Dusza towarzystwa czy samotnik? Samotnik
7. Seriale czy filmy? Filmy
8. Owoce czy warzywa? Owoce
9. Ciemna czy jasna strona mocy? Jasna
10. Ukochane trampki czy nieziemskie szpilki? Ukochane trampki
11. Telewizja czy komputer? Komputer

Pytania od Miqi:
1. Książka czy film? Książka
2.Kryminał czy horror? Kryminał
3.Harry Potter czy Igrzyska Śmierci? Igrzyska Śmierci
4. Komputer czy laptop? Laptop
5.Muzyka do czytania czy cisza? Cisza (ale muzyka mi nie przeszkadza)
6. Pastelowe czy stonowane kolory? Dla mnie pastelowe są stonowanymi;)
7.Pies czy kot? Kot
8. Czytanie czy pisanie? Czytanie
9. Wakacje w kraju czy za granicą? Za granicą
10. Basen przed domem czy ogród pełen kwiatów? Basen
11. Długopis czy pióro? Pióro

Moje pytania:
1. Charlotte Bronte czy Jane Austen?
2. Paranormal czy klasyka?
3. Wielka papierowa biblioteka czy masa e-booków w czytniku?
4. Wrzos czy lawenda?
5. Klasyka angielska czy rosyjska?
6. Audrey Hepburn czy Marilyn Monroe?
7. Kuchnia włoska czy francuska?
8. Czarny humor: tak czy nie?
9. Deszczowe poranki czy wieczory?
10. Van Gogh czy Salvador Dali?
11. Ania Shirley czy Emilka Byrd Starr?

A taguję: Agatę, Etę, Meme, Fefer, Bibliofilkę, Catalinę, Giffin, Meow , Lunę, Elinę i wszystkich chętnych nieogtagowanych:)

Zostawiam Was z nowym singlem z nowej płyty już nie takiej nowej Amy Macdonald

Mery